Blog > Komentarze do wpisu

Rachu-ciachu i po strrrachu...

"Moi kochani, Wiem, że mieliśmy bać się, walczyć ze strachami i doskonale bawić RAZEM, ale niestety – bezwzględna Miss Bakteria postanowiła, że akurat teraz zapozna się bliżej z moim biednym gardłem. Leżę więc w łóżku, w dodatku 500 kilometrów od Wrocławia, ale na szczęście u boku mam dwa psy, kota i kanarki, które umilają mi te chwile :) Obiecuję jednak, że gdy tylko wrócę do zdrowia, na pewno spotkamy się w bibliotece na Żeromskiego! Ściskam Was mocno i... i żałuję, że mnie tam nie ma! Marcin Pałasz"

Przeczytaniem tego właśnie listu rozpoczęło się kolejne brombowanie, które odbyło się 25 października. Brombowanie z założenia straszne - dlatego nieobecność Marcina Pałasza wpasowała się jak w sam raz - strasznie nam było przykro, że choruje. Jednak obietnica przyszłej wspólnej zabawy podniosła nas na duchu, ruszyliśmy więc do zajęć programowych - w półmrocznej atmosferze, z unoszącymi się pod sufitem niemal prawdziwymi duchami, zapalonymi dziesiątkami świec i latarni, a nawet strasznie pluszowym nietoperzem.

rysowanie bromby

Kiedy już Martyna narysowała wszystkim przybyłym dzieciom na rękach Bromby, zaczęliśmy od określenia tego, gdzie można znaleźć... czarownice.

czytam

Kto nie wie, powinien koniecznie to sprawdzić - najłatwiej posiłkując się niezwykłym zbiorem wierszy Zbigniewa Dmitroca "Księga czarownic":

ksiega czarownic

Bo czarownice to jedne z ulubionych straszydeł wszystkich dzieci. Nie tylko one - chyba nie ma szkolniaka, który z chęcią nie "poboi" się mumii, albo... sam się nią stanie! Szczególnie gdy mama i tato pomogą się gustownie przebrać. Tworzywo do zrobienia mumii każdy z pewnością ma w swoim domu:

mumiowanie

Rodzice naprawdę bardzo się starali, aby ich mumijki wyglądały jak najładniej. Jeden z tatusiów tak skutecznie okręcił swojego syna, że trzeba było zrobić mu specjalną dziurę do oddychania. Tak oto mumie prezentowały się w efekcie końcowym:

mumijki

Kiedy już rozprawiliśmy się z mumiami przyszedł czas na duchy. Jednym z najsympatyczniejszych duchów w literaturze bez wątpienia jest ten, którego poznaliśmy w "Pamiętnikach Tatusia Muminka" Tove Jansson:

duch muminka

Nie dość, że był miły - co się okazało kiedy już nastraszył wszystkich tak, że w końcu przestano się go bać - to ostatecznie zaprzyjaźnił się z mieszkańcami Królewskiej Samowolnej Kolonii Wagabundów do tego stopnia, że nimi zamieszkał. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał tej części opowieści o Muminkach, zachęcam gorąco do sięgnięcia po nią - jest w każdej bibliotece!

Postanowiliśmy sami wywołać ducha - pomógł mi w tym Adaś, który z wielkim zaangażowaniem brał udział w tym procederze.

wywolywanie 

Przygasiliśmy światło, Adam dostał talerzyk - bo to ważne w takich wypadkach - taki sam jaki miałam i ja. Pokazywałam chłopcu w jaki sposób przesuwać palcem po talerzyku i... udało się! Wywołaliśmy całkiem umorusanego ducha-brudaska, który umazał Adasiowi całą buzię sadzą! Na szczęście pod ręką znalazły się wilgotne chusteczki, do zmycia ducha z twarzy dzielnego pomocnika. Ale śmiechu było co niemiara, szczególnie gdy chłopiec przejrzał się w lustrze :)

Na chwilę wróciliśmy do czarownic, a konkretnie do środków lokomocji używanych przez nie. Kiedy byłam mała, tato opowiadał mi bajkę o bardzo nowoczesnej czarownicy, która latała na odkurzaczu. Ale tym razem zajęliśmy się czarownicami tradycyjnymi, latającymi na miotłach. To wcale nie jest takie proste! Przekonały się o tym dwie początkujące kandydatki na wiedźmy z książki Cornelii Funke pt: "Dwie małe czarownice", której fragment, dotyczący latania właśnie, przeczytałam.

dwie male

W końcu nadszedł czas na jedną z ulubionych zabaw małych brombowiczów - kalambury. Dotyczyły wszystkiego co ma związek z duchami i straszeniem, znalazł się nawet... strach na wróble, oraz ten, który ma wielkie oczy. A wiecie, że i w lampie może mieszkać duch? Na pewno wiecie - to dżinn. Rysowana była też lampa Aladyna - okazuje się, że i rodziców porwało kalamburowanie, bo jedna z mam nie wytrzymała i sama zaczęła zgadywać, zamiast dać się wykazać dzieciom :) 

kalambury

Oprócz czarownic i duchów, lubimy bać się - albo zaprzyjaźnić - z wampirami. Antoś, bohater "Wampirka" Angeli Sommer-Bodenburg, zaprzyjaźnił się właśnie z przedstawicielem tego gatunku, Rydygierem. Rodziny przyjaciół tak się różniły, że nieraz bywało trudno, ale ostatecznie prawdziwa przyjaźń zwyciężyła. Wszystkim odważnym i spragnionym uśmiechu polecam serię z przygodami Antosia i Rydygiera, w której fragment zasłuchały się dzieci:

wampirek

Kiedy już nasyciliśmy się zupełnie straszydłami różnej maści, nadszedł czas na - uwaga - odwoływanie duchów! Niektórzy deklarowali wielką odwagę i to, że nie boją się niczego, ale znalazły się mimo wszystko różne rzeczy, których każde dziecko jednak się obawia. Niektórzy boją się wampirów, inni pająków, jeszcze inni burzy albo hałasu odkurzacza. To nic takiego bać się - najważniejsze próbować sobie poradzić z tym strachem. Dlatego każdy brombowicz, na balonie nadmuchanym uprzednio przez rodziców, narysował to, czego najbardziej się obawia.

rysowanie balonow 

A potem, przy wtórze znanego nam już z zaklinania pogody szamańskiego i bardzo głośnego bębenka - odwoływaliśmy nasze strachy, przekłuwając - BUUUM!!! - balony. Jak widać na zdjęciach, nad naszymi głowami wciąż unosiły się widmowe duchy biblioteczne :) 

rys balon

Przypomniało mi się właśnie, że na nocne strachy dobra może być świetna książka, którą czytałam kiedyś mojej córce. To "Lila i bestia z szafy" Joanny Jung, ilustrowana również przez nią:

lila 

Kiedy strach minął, mogliśmy już spokojnie rozejrzeć się po bibliotece i książkach związanych z tematyką tego brombowania. Rodzice z uśmiechem wertowali "Wakacje z duchami" Adama Bahdaja i "Ślepe szczęście" Joanny Chmielewskiej, młodzież chwytała za "Szkołę wampirków" i dziesiątki innych książek, których tytuły nie sposób tu wymienić, a maluchom polecałam między innymi "Wiedźmę Winifredę" Paula Korky i Thomasa Valerie, której próby zmieniania koloru kota Wilbura, skończyły się zupełnie nieoczekiwanie i "Przepraszam, czy jesteś czarownicą?" Emily Horn, opisującej niezwykłe poszukiwania, zakończone - nomen omen - w bibliotece.

Ani się obejrzeliśmy, a już przyszedł czas na zakończenie spotkania. Nie mogliśmy się rozstać, co chwilę ktoś wracał i podchodził do stolików z książkami, zaglądał na półki, wypożyczał.

z duchem

A ja już nie mogę się doczekać kolejnego brombowania, w styczniu - wszystko wskazuje na to, że będzie pirackie... :)

niedziela, 02 listopada 2008, agnieszka_gil

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/11/03 11:00:45
Agnieszko,
Relacja super - tzn. impreza super sądząc po relacji :) Muszę Ci powiedzieć, że jak szukałam czegoś do czytania na nasze straszenie, to zapomniałam o czarownicach! Przychodziły mi do głowy głównie jakieś potwory, a w końcu stanęło na "Wilkach w ścianach". Czytania u nas było bez porównania mniej - głównie zabawy, ale robiliśmy za to cudne pająki i też owijaliśmy się w mumie. No, to teraz będę z Tobą w stałym kontakcie - chociażby dla wymiany doświadczeń. Ale oczywiście to nie jedyny powód ;) A teraz zmykam i idę skrobać Ci pirackiego maila ;)
-
2008/11/04 08:35:51
podziwiam :) ja tez nie moge doczekać się kolejnego Brombowania :D