Myślicie, że kuchnia to miejsce, gdzie wyłącznie przyrządza się zdrowe posiłki i (och...) później zmywa po nich? Myślicie, że w bibliotece można tylko wypożyczać książki, albo, nie daj Boże, wyłącznie nudne lektury? Nic z tych rzeczy!
Przekonaliśmy się o tym zupełnie niedawno w bibliotece na Psim Polu, gdzie w jedną ze słotnych, jesiennych sobót odbyło się Smakowite Brombowanie.
Na spotkanie – przyznam, że najbardziej kameralne, w jakim dotąd uczestniczyłam – przybyła młodsza młodzież męska wraz z mamami – tego dnia ojcowie chyba oglądali jakiś mecz, bo żaden się nie zjawił... I dobrze, bo może powyjadaliby nam różne pyszności, którymi raczyliśmy się obficie?
Ale po kolei – najpierw przedstawiłam dzieciom pewną miłą dziewczynkę. Cecylka mieszka w bardzo apetycznym miasteczku, o nazwie Stare Knedelkowo, przy ulicy Naleśnikowej 5. Nie mieszka tam, oczywiście, sama – wielu ma najsympatyczniejszych sąsiadów i przyjaciół, a podczas Smakowitego Brombowania poznaliśmy uroczą gęś Walerię, która do różnych naczyń łapała... kapuśniaczek. Śmieszna gąska nie wiedziała, że to nie zupa spada z nieba, ale drobny deszczyk – uśmialiśmy się z jej przygody.
„Cecylka Knedelek” autorstwa Joanny Krzyżanek, z przepięknymi ilustracjami Marcina Cisła, to książka, z którą warto się bliżej poznać, o ile ktoś lubi ciekawe historie i interesuje się sztuką kulinarną. Można w niej znaleźć chyba ze sto przeróżnych smakowitych opowieści i jeszcze więcej przepisów, które w długie jesienne wieczory będzie można wypróbować z mamą. A może z tatą? Bo przecież i niektórzy tatusiowie są mistrzami gotowania, pieczenia ciast, przygotowywania kanapek i słodkich deserów. Dodam, że książkę można spotkać wydaną w całości – to fantastycznie opasłe tomisko, porządnie i ładnie wydane przez wydawnictwo Jedność – albo w mniejszych częściach, bardziej zawężonych tematycznie, np. „Cecylka Knedelek i Wielkanoc” itp.
Po wysłuchaniu kapuśniaczkowej bajki przystąpiliśmy do losowania pytań z eleganckiego durszlaka – rozmawialiśmy sobie o tym jakie są warzywa, owoce i potrawy w różnych kolorach, czy można jeść kwiaty (no pewnie, na przykład akacje, nasturcje i panierowany czarny bez!), wysłuchaliśmy przepisu Szymka na jego na ulubiona sałatkę – pomidorowo-arbuzową, mniam! Przy okazji zachęcam, abyście zajrzeli do kulinarnego blogu Mamy Szymka – można tam znaleźć smakowite cudeńka, a wśród nich paróweczki w powijaczkach z ciasta francuskiego – pycha!
Kolejną opowiastką, którą przeczytałam dzieciom, był znany niektórym Czytelnikom tego blogu „Niezwyczajnik”. To bajka, której akcja rozgrywa się w kuchni, a bohaterem jest zupełnie niezwykły czajnik i mała plastikowa łyżeczka. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będzie można ją przeczytać w książce dla dzieci, którą aktualnie piszę (uprasza się o trzymanie kciuków). Bardzo lubię tę bajkę i zauważyłam, że podoba się dzieciom – dostałam mnóstwo ilustracji do niej, od moich zaprzyjaźnionych Elfów z Tarnowskich Gór.
Co było dalej? O tym w kolejnej notce.