Blog > Komentarze do wpisu
Spotkanie w klasie pełnej przyszłych ilustratorów
W ubiegłorocznym, sierpniowym, numerze miesięcznika "Pawłowice" ukazała się jedna z moich ulubionych bajek "Żużlowiec". Inspiracją do napisania jej była dla mnie znajomość z pewnym niezmiernie sympatycznym, obecnie dojrzałym uczniem szkoły podstawowej, a wówczas rezolutnym trzylatkiem, Szymkiem.
Szymek był wielkim lubieśnikiem żużlowca, Roberta Miśkowiaka i to zaowocowało pomysłem na bajkę o żużlowcu właśnie.
Pan Miśkowiak z uśmiechem wyraził zgodę na użycie jego nazwiska w bajeczce, która być może kiedyś ukaże się w jakimś zbiorze, dotąd mogli ją poznać pawłowiczanie, a już za chwilę Czytelnicy tego blogu.
Ilustracja została wybrana przez redakcję spośród kilku, które powstały wskutek mojej gościny u pierwszaków (teraz to już drugoklasiści) ze Szkoły Podstawowej nr 36 we Wrocławiu. Spotkałam się tam z przemiłymi dziećmi (przyjęli mnie naprawdę ciepło, a po spotkaniu dostałam od nich przepiękną laurkę). A wiecie kto był wśród nich? Iga! Moja mała przyjaciółka, znajoma z Brombowań :) Było czytanie bajek i rozmowy o pisaniu, inspiracjach, oraz zabawa w wymyślanie bajki.
ŻUŻLOWIEC
Znasz żużlowca Miśkowiaka? Posłuchaj, jaka historia mu się przytrafiła: Pewnego razu znany sportowiec Miśkowiak trenował jak zwykle na torze żużlowym. To taki specjalny tor, po którym zawodnicy jeżdżą na super szybkich motocyklach. Zrobił kilka okrążeń wokół stadionu i nagle zatrzymał swój pojazd. - O nie! – powiedział stanowczo – już dosyć tej jazdy w kółko! Zszedł z motoru i ruszył w stronę wyjścia. Tam czekał na niego zdumiony Trener. - Co się stało, panie Miśkowiak? – zapytał z troską Trener. - Nie chcę już jeździć po torze, znudziło mi się – odrzekł Miśkowiak – patrzę wciąż na ławki dla kibiców, droga przede mną jest czarna i nieprzyjemna. Poza tym żużel jest ostry i gdy się przewrócę mogę skaleczyć się w kolano. Mam tego dość! - Ojej – zaniepokoił się Trener – przecież niedługo zawody, kto będzie reprezentował nasz Klub jeśli przestanie pan jeździć?
- Nie wiem – wzruszył ramionami Miśkowiak – ja w każdym razie jestem już bardzo zmęczony. - Wobec tego musi pan wziąć urlop – zadecydował Trener – proszę zabrać swój motocykl i nie pokazywać się tutaj co najmniej do jutra. Zamiast krążyć po torze, może pan wyjechać poza miasto i popatrzeć na pola i łąki. Miłego wypoczynku! Miśkowiak wsiadł na swoją niezwykle szybką maszynę i oddalił się od stadionu. Asfalt na drodze był gładki i przyjemny, a wokół rozciągały się wspaniałe widoki. Żużlowiec z ciekawością oglądał łąki pełne pachnących kwiatów, zielone zagajniki i oczka wodne z kaczkami. Wiatr rozwiewał mu włosy i Miśkowiak poczuł, że tego właśnie było mu trzeba – odpoczynku od żużlowego toru. „Jak przyjemnie – myślał – co za szczęście, że Trener dał mi urlop! O, a co to za ścieżka?”. Zatrzymał się i zszedł z motoru. Ścieżka prowadząca w głąb lasu była najdziwniejszą ze ścieżek, jakie Miśkowiak widział do tej pory. Cała wyłożona błyszczącymi szkiełkami, mieniła się kolorowo. „Ciekawe dokąd prowadzi?” – zastanawiał się przez chwilę, wreszcie postanowił sprawdzić. Wsiadł na swój motor i próbował ruszyć. Silnik kichnął, fuknął i ucichł. Miśkowiak spróbował jeszcze raz.
- Ph, ph, ph, aaa...pih! – zakichał znowu silnik zupełnie tak, jakby miał katar. „Co tu robić? co tu robić? Przecież niedługo nadejdzie wieczór!” – niepokoił się żużlowiec. Rozejrzał się wokół i znów jego uwagę przykuła śliczna, błyszcząca dróżka. Kolorowe szkiełka mieniące się w promykach słońca jakby zapraszały, aby po nich pójść. Miśkowiak chwycił kierownicę motocykla i pchnął powoli. Całe szczęście, że był wysportowany i silny, bo taki motor to waży, że ho, ho! Szedł tak pchając go i rozglądając się uważnie dokoła. Las zaczynał rzednąć, a na jego skraju ukazało się coś, od czego uśmiech natychmiast pojawił się na twarzy kierowcy. - Warsztat „U Szymka” – przeczytał z zadowoleniem napis na dużej tablicy i skierował kroki w stronę bramy wjazdowej. Był to najładniejszy warsztat naprawczy, jaki do tej pory Miśkowiak widział. Cały zbudowany z kolorowych klocków, wesoły i czysty. To do niego prowadziła ścieżynka z błyszczących szkiełek. Tuż za bramą rozlegało się postukiwanie narzędzi i żużlowiec zobaczył chłopca, takiego mniej więcej w twoim wieku, który stukał i kręcił czymś w stojącym na kanale samochodzie.
- Dzień dobry! – zawołał – Potrzebuję pomocy. - Chwileczkę – chłopczyk kończył coś przykręcać – już do pana idę! Chłopiec był szczupłym blondynkiem o poważnych oczach, które jednak uśmiechnęły się na widok sportowca. - Kogo ja widzę?! – zawołał chłopiec – pan Miśkowiak, co za niespodzianka! - Znasz mnie? – zdziwił się mężczyzna. - Oczywiście, jestem pana wielbicielem. Mam nawet taką samą czapkę z daszkiem jak pan! - Naprawdę? – zarumienił się trochę Miśkowiak – jest mi bardzo miło to słyszeć. Czy mógłbyś zawołać właściciela warsztatu, pana Szymka? - To ja jestem Szymek – uśmiechnął się znowu chłopiec – warsztat należy do mnie. Świetnie znam się na samochodach i nawet na motocyklach. Proszę mówić, co się stało z pana maszyną? Pełen zdumienia Miśkowiak opowiedział swoją przygodę, jak to zatrzymał się przy kolorowej ścieżce i motor mu nie chciał zapalić, i zaczął kichać jakby miał katar. - A czy robił: ph, ph, ph? – zapytał Szymek. - Właśnie tak! – potwierdził sportowiec. Szymek podszedł do motocykla. Obejrzał go dokładnie, sprawdził kilka śrubek i uspokoił zmartwionego mężczyznę: - Proszę się nie martwić, to zapłon. Wymienimy tylko świece i po kłopocie!
I rzeczywiście, po kilku chwilach odpalił motor, który zaskoczył bez problemu i zamiast kichania rozległo się zwykłe: brrruuumm... Miśkowiak był zachwycony. Pięknie podziękował Szymkowi i włożył rękę do kieszeni, aby wyjąć portfel – trzeba było przecież zapłacić za naprawę. Ale kieszeń była pusta. - Ojejej... – wyszeptał cichutko – zostawiłem portfel w Klubie... – i zawstydził się tak bardzo, że aż poczerwieniały mu uszy. Szymek spojrzał na niego. Uśmiechnął się i rzekł: - Panie Miśkowiak, proszę się nie smucić. Mówiłem przecież, że jest pan moim ulubionym żużlowcem. Dlatego nie musi mi pan płacić, to był drobiazg! - Naprawdę? – nie mógł się nadziwić Miśkowiak – a może...może mógłbym coś dla ciebie zrobić? Chciałbyś się przejechać ze mną na motorze, albo obejrzeć Klub? Szymek bardzo się ucieszył z propozycji Miśkowiaka i chwilę później już pędzili szosą wprost do Klubu Żużlowego. Tam Szymek obejrzał tor i budynek Klubu i poznał Trenera, który ucieszył się z powrotu sportowca w tak dobrym humorze.
- Jesteś bardzo dzielnym chłopcem, Szymku – rzekł Trener – w imieniu Klubu Żużlowego dziękuję ci za pomoc dla naszego zawodnika. Gdybyś kiedyś czegoś od nas potrzebował – mów śmiało! – i uścisnął Szymkowi dłoń jak prawdziwemu mężczyźnie. A Szymek był bardzo szczęśliwy i powiedział, że dla niego największą przygodą jest to, że poznał Miśkowiaka i jedynym jego marzeniem jest kupić sobie kask i też trenować żużel. I wtedy (co za niespodzianka!) Trener kazał wydać z magazynu odpowiedniego rozmiaru kask i marzenie Szymka się spełniło. Miśkowiak nauczył go prowadzić motocykl, jeździć po torze i świetnie brać zakręty. Idź kiedyś na zawody do Klubu Żużlowego, może ich zobaczysz...
niedziela, 11 kwietnia 2010, agnieszka_gil
|
|