Blog > Komentarze do wpisu

Gertruda, Bercik, Alchemik i Gnomy. Aha - i karp.

Jest takie miejsce na Dolnym Śląsku, o którym każdy słyszał, ale być może niewielu miało okazję tam pojechać. A to błąd - od niedawna jestem zupełnie przekonana, że każdy powinien zwiedzić kopalnię złota w Złotym Stoku! Wyprawa w sam raz na jeden dzień, niezależnie od pogody - wszak nawet burza nie przeszkodzi podziemnym spacerom - niedaleko od Wrocławia, ok. półtorej godziny jazdy: kierując się drogą numer 8 na Ząbkowice Śląskie, potem Kamieniec Ząbkowicki i już jesteśmy na miejscu.

Bilety zarezerwowaliśmy wcześniej - istnieje możliwość zrobić to telefonicznie lub przez Internet. Jest szansa dostać się do kopalni „z marszu”, ale wówczas trzeba się liczyć z oczekiwaniem. Choć przy ładnej pogodzie to naprawdę nie jest problem.

Muszę przyznać, że po przyjeździe byłam zaskoczona - przy poprzedniej wizycie, kilka lat temu, okolice kopalni były pustawe, stał jeden kram z pierścionkami z „prawdziwego złota” i zabytkowa ciuchcia, a teraz okolica jest kolorowa i zachęcająca, nęci dzieci do zabawy, rodziców do niecierpliwego oczekiwania na wejście.
Jedyne, co może wzbudzać dreszcz, to stojący przed wejściem „dupochlastacz” - przyrząd do karania chciwych górników w postaci dybów i specjalnego urządzenia do bicia po... pośladkach.
Kupiliśmy zatem bilety - pakiet: zwiedzanie plus atrakcje - założyliśmy ciepłe i nieprzemakalne kurtki (w kopalni stała temperatura to +7°C) i jazda pod ziemię!

Pracownia alchemika - zdjęcie  z serwisu Atlas.pl Pożegnaliśmy Bercika i ruszyliśmy dalej. Szkoda, że bez kasków, bo - pomijając kapiącą czasami wodę - zdarzały się miejsca, w których można było o coś uderzyć głową. Ale wrócić nie zamierzał nikt!
Dowiedzieliśmy się ile złota wydobyto w kopalni, a także, że najwięcej uzyskano tu arsenu.
Poznaliśmy nawet prawdziwego alchemika, który pokazał nam swoją pracownię pełną niezwykłych mikstur, naczyń z dziwnymi płynami, bulgoczącymi eliksirami i tajemniczymi stworzeniami w słojach (zdjęcie pochodzi z serwisu Atlas.pl).

Obejrzeliśmy też skarbiec - niesamowite miejsce, pełne sztabek złota i wyrobów z tego kruszcu.
Czy ktoś przypuszczał, że złoto jest tak plastyczne, że z zaledwie jednego grama można zrobić płachtę o wymiarach ok. 1 m²? Niesamowite.
Mój sześciolatek, za namową przewodniczki, sięgnął po jakiś złoty wyrób, a wtedy nagle rozległ się głośny dźwięk! Alarm zadziałał prawidłowo! Poza tym skarbca pilnuje gnom - można się było naprawdę przestraszyć!

Więcej jest, swoją drogą, sytuacji, przyprawiających turystów o przyspieszone bicie serca.
Należy do nich między innymi „Chodnik Śmierci”. Podobno kiedyś właśnie tutaj karano górników przyłapanych na próbie kradzieży - zamurowywano ich ręce w ścianie i pozostawiano ich tak aż do śmierci. Była to okrutna i straszliwa kara, ale także ostrzeżenie dla innych potencjalnych amatorów cudzego złota.
Na ścianach w tym korytarzu znaleziono charakterystyczne ślady materii organicznej, więc być może prawdziwe są te historie...
A straszy tu dotąd - coś śmieje się upiornie, kiedy nagle gaśnie światło!
Ale tutejszych strażników kopalni nie należy się bać - po pierwsze wyprowadzają zagubionych ze sztolni, a jeśli Gnomowi Szaremu spojrzeć w oczy, wszystkie marzenia nam się spełnią.

Oprócz wysłuchiwania opowieści, obejrzeliśmy mnóstwo ciekawych eksponatów - narzędzia, którymi pracowali tutejsi górnicy, tygle i formy do odlewania sztabek złota, a nawet piec hutniczy do wytapiania cennego kruszcu.

Muzeum Przestróg, Uwag i Apeli Do zabawnych ekspozycji należy, niespecjalnie tematycznie związana, ale dość ciekawa, wystawa najróżniejszych płytek, zwożonych tu przez turystów z całego kraju, czyli Muzeum Przestróg, Uwag i Apeli.
To zbiór tabliczek, głównie związanych z bezpieczeństwem i higieną pracy, które niegdyś służyły ostrzeganiu, pouczeniom i apelom w rodzaju: „Nieszczęśliwie wypadki należy niezwłocznie zgłaszać kierownictwu!” czy „Kierowniku, majstrze, brygadzisto, czy sprawdziłeś stanowisko pracy swoich ludzi?” oraz „Nie rzucaj młotkiem będąc na rusztowaniu”, a także „Wejście do toalety za okazaniem książeczki zdrowia”.

Po wyjściu z Gertrudy ruszyliśmy w górę, gdzie znajduje się wejście do „Sztolni Czarnej Górnej”.
Po drodze minęliśmy największy w Europie park linowy Skalisko, pełen przejść linowych i siatkowych, napowietrznych pomostów, ruchomych kładek i zjazdów na linie.
Pośród gąszczu lin, znajdującego się na kilku hektarach lasu, wyznaczona jest również specjalna trasa dla dzieci - jedyny warunek to sięganie wyciągniętymi rękami do wysokości 140 cm. Prawdę mówiąc, kolana miękły od samego patrzenia... Ale na pewno kiedyś tu przyjedziemy popróbować swych sił pośród gałęzi drzew.

Wrócicie? Są więc narzędzia służące do wydobywania, minerały, odlewy żywych organizmów odciśniętych w skałach.
Dla chętnych złoty Stok ma jeszcze inne atrakcje - można odlać „złotą” sztabkę, albo czerpać papier z drobinami „prawdziwego złota”.
Głodni mogą wstąpić do „Karczmy w Starej Kuźni”, ale my ruszyliśmy już w drogę powrotną, nie dając się skusić ani na skoki na batucie, ani wspinaczkę po ściance, ani nawet na strzelanie z łuku.

Jedno jest pewne - wrócimy tu jeszcze!

piątek, 11 czerwca 2010, agnieszka_gil

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/10 06:29:14
Ależ relacja !!! Polecamy