Dawno, dawno temu, przed dwoma laty lub trzema, do pewnej wrocławskiej galerii przybyła z oddali niedalekiej pewna niesłychanie utalentowana i zupełnie niezwykła krawcowa. Krawcowa – cała w loczkach i okularkach – miała zwyczaj ilustrować książki.
Ale JAK ilustrować!
Inaczej niż przeciętny malarz, czy inny rysownik, Krawcowa chwytała w drobne rączki wielkie krawieckie nożyce, długą srebrną igłę i operując sprawnie to jednym, to drugim narzędziem, tworzyła cudne tkaninowe światy pełne księżniczek, kotów, pociągów, mieszkańców najróżniejszych krajów, kogutów, budowli i mnóstwa innych rzeczy.
Tak więc przybyła Krawcowa do galerii i zachwyconym gościom przedstawiła swoje dzieła.
Byłam tam i ja i od pierwszego wejrzenia zakochałam się najpierw w kilkumilimetrowym reniferku na dachu świata, a zaraz potem w samej Krawcowej (i jej Mężu, bo akurat był w pobliżu i załapał się na zakochanie, również prezentując swoje prace – no dobrze, też pięknie porysował, pomalował i powycinał różności, ale o tym już było).
Krawcowa w swej łaskawości pozwoliła mi się poznać troszkę bliżej, co zaowocowało w naturalnej konsekwencji rozpoczęciem z mej strony działań, zmierzającym ku zwabieniu jej na spotkanie.
I tym sposobem pewnego wiosennego popołudnia (bo Krawcowe sypiają długo, najpierw po nocach krojąc, szyjąc i klejąc śliczności) spotkałyśmy się na GILgotkach.
Brzmi bajkowo?
Ależ to wszystko prawda! No, może było troszkę – naprawdę odrobinkę tylko - inaczej... Ale do spotkania doszło – 9 czerwca jak zwykle w bibliotece przy Żeromskiego odbyły się GILgotki z Ewą Kozyrą-Pawlak.
Zanim przeszliśmy do rzeczy, porozmawialiśmy sobie z Pawłem Pawlakiem, który tym razem występował jako nadworny kierowca Krawcowej, o owocach zeszłorocznych GILgotek, czyli Nieporadniku.
Patrycja Bartczak z uśmiechem otrzymała egzemplarz „Młotka”, a poza tym wydawnictwo Czerwony Konik trochę nas rozpieściło i zafundowało Grzebienie na losowanie.
Paweł przybił odpowiednie pieczątki, podpisał jak należy i już można było przystąpić do rzeczy...
A rzeczy była cała sterta!
Nie dość, że Błękitny Kuferek, jak to ma w zwyczaju, rozpieścił nas kolorowymi filcami, to jeszcze opiekunka kółka plastycznego, pani Małgosia Skoczek zarzuciła nas jakimiś dywanikami, czy inną barwną tapicerką, a mamy zaopatrzyły większość GILgotkowiczów w szmatki różnej maści.
Brodziła więc nasza Krawcowa w tych rzeczach i zamiast mówić od rzeczy, gadała do nich i do dzieci: „Jaka ładna kratka... tej bluzeczki nie tniemy! Od tego też nożyczki z dala! O, jaka ładna! Dobra na mnie... Tej spódniczki proszę nie ruszać!” po czym wskoczyła w nią natychmiast.
Ostatecznie jednak udało nam się jednak przeprowadzić warsztaty i okazało się, że wbrew wyobrażeniom niektórych, to wcale nie jest tak, że artysta siada, wymyśla, łapie za nożyczki, igłę i nitkę i obrazek gotowy – o nie, nie.
To jest najzupełniej ciężka czasami praca, bo najpierw należy sobie obrazek dokładnie zaplanować, na przykład szkicując go.
Przypomniało mi się, jak pewnego razu moja córka, oglądając jakąś książeczkę ilustrowaną przez Ewę Kozyrę, zdziwiła się ogromnie: to ona umie rysować?! Umie, umie – rysuje więc swoje królewny czy inne zwierzaki, potem pod wpływem tych rysunków wycina poszczególne elementy, zszywa je potem zgrabnym ściegiem, albo skleja – w zależności od potrzeb.
Naoglądaliśmy się pięknych i precyzyjnie wykonanych oryginałów prac, zamieszczonych już w książkach i czasopismach, a nawet zobaczyliśmy takie, które czytelnicy dopiero za jakiś czas, tacy z nas szczęściarze!
I muszę przyznać, że patrząc na oryginały jeszcze bardziej pochylałam głowę przed twórczością Krawcowej - każdy drobiazg dopieszczony, żaden szczegół nie pozostaje pominięty, ani jedna niteczka nie wystaje, nie ma zbędnych strzępków. Do pracy Ewa używa specjalnych tkanin o szczególnych wzorach, ale także koralików, koronek, falbanek i innych cudeniek. Mniam.
Po czym młodzież wzięła się do pracy i stworzyła swoje kompozycje, trzymając się z grubsza wskazówek mistrzyni.
Prace wyglądały na przykład tak:
A warto przyjrzeć im się z bliska, kliknąwszy, bo niektóre są naprawdę ciekawe, na przykład Pogrzeb muchy (środkowy obrazek w przedostatnim rzędzie), który stworzyła Wandzia. W czasie wakacji będzie można je jeszcze zobaczyć na żywo w Błękitnym Kuferku przy ul. Nowowiejskiej, wejście od Żeromskiego (mapa).
Podczas spotkania rozlosowaliśmy jeszcze dwie książki, ufundowane przez wydawnictwo Media Rodzina, które ilustrowała Ewa Kozyra – to baśń braci Grimm „Stary szewc i krasnoludki” oraz baśń Andersena „Księżniczka na ziarnku grochu”.
Media Rodzina wydało cudną serię ilustrowaną przez naszych najlepszych grafików, na dodatek z płytami, a na nich Jerzy Stuhr czyta owe baśnie. Te dwie właśnie należą do tej serii.

I takie również książki z dedykacją od pani Ewy będą mogły otrzymać dwie osoby, którym poszczęści się w wakacyjnym konkursie GILgotkowym:
Wymień jedną z nagród lub wyróżnień, jakimi zostały uhonorowane ilustracje Ewy Kozyry-Pawlak.
Uwaga - szanse na wygraną wzrosną u każdego, kto wymieni imię kota zamieszkującego wraz pp. Pawlakami :)
Na odpowiedzi pod adresem podanym w Kontakcie czekam do 1 sierpnia 2010 – powodzenia!
A to nasi GILgotkowi goście w wykonaniu uczestniczki warsztatów Martyny Gil – mojej zdolnej córki czyli.
Pozdrawiam mocno-mocno, G.