Blog > Komentarze do wpisu

W Niedzielę Palmową zając się zdziwił...

Pewnego wiosennego ranka słonko wychyliło się zza chmury. „Jaki piękny dzień!” – pomyślało i zajrzało do zajęczego domku. Spała w nim rodzina – mama i tata Zającowie i ich synek. Słonko połaskotało śpiącego zajączka promykiem w piętkę i zawołało: - Dzień dobry! Pora wstawać! Zajączek zerwał się z posłania i wyskoczył na dwór. Zrobił kilka fikołków, dał trzy susy i wrócił do norki z okrzykiem: - Mamo, mamo! Co dziś na śniadanko? Mama szykowała właśnie pyszną marchewkę. Nałożyła synkowi pełny talerzyk i życzyła smacznego. Długo się nie zastanawiał – zjadł prędko i pobiegł do lasu i na łąkę. Kicał właśnie wzdłuż drogi, gdy usłyszał śmiechy i nawoływania. To grupa dzieci szła w stronę kościoła stojącego na górce pod lasem. Zajączek, schowany za krzakiem, przypatrywał im się uważnie. Kiedy znikły mu z oczu szybko pobiegł do domu. - Hej, mamusiu! – zawołał – widziałem coś niezwykłego!

   - Co takiego? – zdziwiła się.
   - Wiesz, dzieci idące dzisiaj do kościoła niosły takie piękne rzeczy, kolorowe z  kwiatami i wstążeczkami. Miały też bazie i zielone gałązki borowinek! – wołał przejęty Zajączek.
   - To palmy, synku – uśmiechnęła się mama – dziś Niedziela Palmowa, więc wszyscy idą poświęcić pięknie ozdobione gałązki.
   - Niedziela Palmowa? Czy to znaczy?…– otworzył szeroko oczy zajączek.
   - Tak. To znaczy, że za tydzień Wielkanoc i czas już się szykować do malowania pisanek.
   - Hurra! – ucieszył się – już lecę po farby! – I pobiegł, chwyciwszy po drodze kilka kubeczków, aby mieć w czym przynieść barwniki. Mama pokiwała tylko głową i poszła szykować kapustę na obiad. Tymczasem on dokicał już do skraju lasu i wtedy zastanowił się gdzie zdobyć farby. I skąd weźmie jajeczka?
   - Jajka od kury – mruczał pod wąsem – ale barwniki? Hm…
   Skakał wzdłuż łąki aż dotarł nad staw. W wodzie odbijało się błękitne niebo.
   - Hej, stawie! – zawołał zajączek – tyle masz tego nieba! Czy dasz mi trochę błękitu do malowania pisanek?
   - Proszę – zapluskał staw – możesz sobie wziąć.
   Zajączek nabrał trochę błękitu do kubeczka, pięknie podziękował i ruszył dalej. Brzozy rosnące na brzegu lasu malowały sobie właśnie pierwsze zielone listeczki.
   - Witajcie – uśmiechnął się do nich Zajączek – czy mogłybyście dać mi trochę zieleni? Potrzebuję jej do pisanek.
   - Oczywiście – zaszumiały drzewa – nadstaw kubeczek. A nie wylej!
   Zajączek ukłonił się brzozom i powędrował szukać innych kolorów. Słonko, które właśnie znów wyjrzało, spytało ciekawie:
   - Co masz w tych kubeczkach, zajączku?
   - Farby. Będę malował jajeczka, Wielkanoc za pasem.
   - Mogę ci pomóc jeśli chcesz, dam ci troszkę złotych promieni do ozdoby – uśmiechnęło się Słonko.
   - Ojej – ucieszył się zajączek – jakie będę miał piękne pisanki! - Ostrożnie włożył złociste promyki do kubeczka i, podziękowawszy, ruszył dalej. Zadowolony, mówił do siebie:
   - Mam już niebieską farbę i zieloną, i nawet złotą. Przydałaby się jeszcze czerwona. Skąd by tu ją wziąć?
   - Halo! Chyba mam dla ciebie radę! – usłyszał piszczący głosik. To polna mysza usłyszała jak zastanawiał się głośno.
   - Gospodyni, która mieszka w chacie na skraju wsi ma w kopcu ziemniaki i inne jarzyny. Idź do buraczków, na pewno dadzą ci to, czego potrzebujesz!
   Zajączek podziękował jej pięknie i pokicał w stronę najbliższego gospodarstwa. Bez trudu odnalazł kopiec z warzywami i spytał buraczków, czy dadzą mu trochę buraczanej czerwieni. Zgodziły się chętnie i po chwili zajączek odchodził już z następnym kubkiem pełnym farby.
   Wtem zauważył stojący w kącie podwórza kurnik. „Skoro już tu jestem – pomyślał – mogę od razu porozmawiać z kurami o tym, czy dadzą mi kilka jajek do malowania!”. Podszedł do kurnika, zajrzał – pusto – kury poszły właśnie na drugie śniadanie. Z daleka słychać było ich gdakanie i nawoływanie gospodyni sypiącej ziarno. Zajączek wszedł do kurnika i zobaczył słomiane gniazdo pełne jajek. „Zrobię im niespodziankę” – pomyślał i wziął się do malowania jajeczek. Jedno było błękitne jak niebo, zrobił na nim czerwony szlaczek. Drugie zielone jak młode listki – ozdobił je złotymi promieniami. Malował i malował – kropki, paski, kwiatki i kratki. Taki był zajęty, że nie zauważył kiedy wróciły kury.
   - Co ty robisz, zajączku? – zapiał kogut. – To nie są jajka do malowania! Z nich wyklują się kurczątka! Jajeczka przeznaczone na pisanki leżą w koszu przy drzwiach. Weź je, a te w gnieździe zostaw w spokoju! – zmarszczył groźnie pierzaste brwi.
   Zawstydzony zajączek przeprosił kury, po cichutku zebrał swoje farby, wziął jajka, które pozwolił zabrać kogut i wrócił do domu. Opowiedział rodzicom całą przygodę.
   - Synku – tłumaczył tata – nigdy nie wolno ruszać czyichś rzeczy bez pozwolenia. Dobrze, że przeprosiłeś pana koguta. On co roku pozwala nam brać jajka przed Wielkanocą, tylko sam wyznacza, które.
   Minęło kilka dni. Zajączek w tym czasie pomalował już wszystkie pisanki i szedł z nimi właśnie do gospodarstwa na brzegu wsi. Mieszkała tam mała dziewczynka, której chciał dać jajeczka – dziś właśnie miała iść z koszykiem do poświęcenia. Postanowił przy okazji odwiedzić kury i koguta. Słyszał, że wykluły się im już kurczątka i chciał je poznać. Pani kura właśnie wychodziła z kurnika a za nią biegły jej dzieci – puszyste kuleczki na małych nóżkach. Jednak nie były żółte, jak to zwykle bywa z kurczaczkami – jedno było błękitne w czerwony szlaczek, drugie zielone połyskujące złotem, inne kolorowe w kropki, paski, kwiatki i kratki…Podbiegły do onieśmielonego zajączka i zawołały:
   - Wesołego, kolorowego Alleluja!

niedziela, 17 kwietnia 2011, agnieszka_gil

Polecane wpisy

  • Słodkich snów

    Jutro nowy tydzień pracy, więc niech się Wam przyśnią kolorowe rybki, a na dobranoc bajka mojego ośmioletniego synka Kacpra. Pisownia oryginalna: O małym koźl

  • Skąd się wzięły bombki na choinkę?

    Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam dzieci, nie zajmowała mnie ta sprawa - bombki były, cieszyły mnie co roku, ale nie myślałam o tym jak to się dzieje,

  • Wielkanocne Jajo - z najlepszymi życzeniami!

    Dzień rozpoczął się w atmosferze nerwowego pośpiechu. Zza bezpiecznych drzwi lodówki dobiegały odgłosy krzątaniny, tupot i trzaskanie garnkami. Stukały szuflady

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: