Blog > Komentarze do wpisu

Przechadzka po historii (1/3)

Wrocław ma tysiąc lat. To miasto jest swoistym tyglem kulturowym, wyznaniowym, narodowościowym – mieszkali tu, oprócz Słowian, Niemcy, Czesi, Łużyczanie, Morawianie.
Od bardzo dawna, bo od XIII wieku, kiedy żyli tu pod opieką śląskich Piastów, zamieszkiwali go Żydzi. Ich wpływ na nasze miasto trudno jest pomijać.
Pochodzą z obszaru nazywanego dzisiaj Izraelem. Każdej wiosny obchodzą Paschę i, aby wszystkie dzieci wiedziały jakie jest znaczenie tego święta, podczas wieczornej uczty czyta się specjalną księgę – to Hagada, pieśń opowiadająca o życiu i wierze narodu żydowskiego.
I właśnie pod nazwą Hagada, na starym cmentarzu żydowskim odbyło się w pewien październikowy dzień spotkanie grupy młodzieży z Domu Edyty Stein.

mapka Młodzież dostała mapki i zadania do wykonania, a ja zagłębiłam się w jesienne alejki, zielone od bluszczu spowijającego część nagrobków, kolorowe od liści, które już zaczęły pokrywać złotem to niezwykłe miejsce.
Warto zwrócić uwagę na jego wyjątkowość, bo to jedyna ocalała nekropolia wrocławska z przełomu XIX i XX wieku – kirkut otwarto w 1856 roku, a ostatni pochówek odbył się w 1942. To jeden z czterech istniejących na przestrzeni wieków – jest jeszcze jeden cmentarz żydowski we Wrocławiu, czynny do dziś, przy ul. Lotniczej, ale jest on dużo młodszy.
Tu zaś, przy ul. Ślężnej, widać wyraźnie, jak ważna była ta grupa, zamieszkująca nasze miasto – tradycyjne proste macewy, ale i bogate, rozbudowane nagrobki świadczą o majętności i wpływach tej społeczności.
Chowano tu i bogatych, i biednych, mężów stanu, osoby wybitne i przeciętne, urzędników, artystów, wojskowych i robotników.

Wędrówka po tej nekropolii to okazja do poznania niemałego i ważnego fragmentu historii miasta, tym trudniejszej do odtworzenia, że podczas wojny zginęło cmentarne archiwum w postaci starannie prowadzonych ksiąg.
Wiadomo jednak, że spośród tej społeczności wywodzą się nie tylko ludzie zasłużeni w jakikolwiek sposób dla miasta, jego rozwoju, ale i tacy, których dorobek docenił świat – aż siedmiu laureatów Nagrody Nobla, Żydów, pochodziło z tych stron, ze Śląska.
Stąd również, z tej narodowości i społeczności, pochodzi błogosławiona Teresa Benedykta od Krzyża, czyli Edyta Stein, zgładzona w Auschwitz.

Na tym cmentarzu pochowano jej matkę Augustę, niezwykle silną i dzielną kobietę, matkę jedenaściorga dzieci, z których siedmioro przeżyło i wychowywała je sama, jednocześnie prowadząc interesy po zmarłym mężu, również tu spoczywającym, Zygfrydzie. To był spory wyczyn, jak na tamte czasy. W pamięci pozostaje w cieniu córki, która z pewnością sprawiła matce zawód, odchodząc od jej wiary.
Augusta – bardzo religijna, trzymała się tradycji, gdzie rolą kobiety żydowskiej było prowadzenie domu i pomoc mężowi, podczas gdy mężczyzna zarabia na życie lub studiuje Talmud.
Tymczasem jej mąż zmarł wskutek udaru słonecznego i kobieta sama musiała pchać ten wózek bez jednego koła. Mimo opieki nad gromadką małych dzieci, świetnie jej szło prowadzenie interesów.
Pozostała po niej willa przy ulicy Nowowiejskiej, gdzie znajduje się Dom Edyty Stein – obecnie profesjonalne i nowoczesne centrum szkoleniowo-konferencyjne. To również miejsce działalności Towarzystwa im. Edyty Stein, propagującego dziedzictwo błogosławionej, kierującego się humanizmem i otwartością bez względu na kulturę i wyznanie człowieka.

Zasadniczo Żydów grzebano tam, gdzie zmarli, więc można tu znaleźć groby osób spoza Wrocławia, zza granicy nawet. Wynikało to przede wszystkim ze starej talmudycznej zasady, że pogrzeb musi się odbyć jak najszybciej, najpóźniej następnego dnia po śmierci.
Ale zdarzały się przypadki, że zwłoki przywożono tutaj: tak było na przykład z żoną rabina Tiktina - ciało Chawy przywieziono tu z Rzymu.
Oglądam nagrobek Gedalje Tiktina. Widać, że był ortodoksyjny – to klasyczna macewa, czyli płyta nagrobna, z napisami po hebrajsku.

Przepisy cmentarne były jasno określone, a ich przestrzeganie rygorystycznie przestrzegane. Nie wolno tu było spożywać jedzenia, wprowadzać zwierząt, a nawet skracać sobie drogi przez to miejsce. Jedynie ludzie niezwiązani z tymi tradycjami, mogliby inaczej, niż należy, zachowywać się tutaj. Wrocławskie Muzeum Sztuki Cmentarnej od niedawna dopiero, bo zaledwie od 1975 roku wpisane jest na listę zabytków, a udostępniany do zwiedzania jeszcze krócej, bo od 1988 roku. We wcześniejszych latach wrocławianie, np. wycieczki szkolne, oprowadzani byli raczej po cmentarzu żołnierzy radzieckich, więc nie mamy w zwyczaju bywać w tym niezwykłym miejscu.

Ale wysoki mur, porośnięty z zewnątrz bluszczem i dzikim winem, intrygował. Słyszałam o dwóch chłopcach, którzy kilkadziesiąt lat temu na jednej z pierwszych dostępnych w Polsce kamer, kręcili film, którego akcja rozpoczęta przy ul. Racławickiej kończyła się na tym właśnie cmentarzu – taśma zaginęła, a chłopcy obecnie już są dorośli i nie poszliby biegać wśród grobów...
Nawiasem mówiąc cmentarz ten był miejscem interesującym dla filmowców nie tylko z powodów prywatnych, ale o tym później.

grób Ferdynanda Lassalle'a Za najważniejszy nagrobek na cmentarzu uważany jest, położony przy najstarszym murze, na jego wschodniej ścianie, grób Ferdynanda Lassalle'a – również przywiezionego tu po śmierci – założyciela pierwszej niemieckiej partii robotniczej, wielkiego zwolennika socjalizmu.
Lassalle, wrocławianin z urodzenia, w 1863 r. w Lipsku stanął na czele partii. Rok później, w wieku niespełna czterdziestu lat, zginął postrzelony, bynajmniej nie z przyczyn politycznych, lecz w pojedynku z rumuńskim arystokratą o piękną kobietę, Helene von Dönniges. Zmarł w Genewie.
Zgodnie z pragnieniem jego przyjaciółki, hrabiny von Hatzfeldt, z którą współpracował wbrew woli matki, miał być pochowany w Berlinie, jednak podczas transportu zwłok ze Szwajcarii, policja, na skutek działań jego rodziny, przejęła trumnę i Ferdynand ostatecznie spoczął we Wrocławiu. Hrabina Hatzfeldt zjawiła się na pogrzebie i miała powiedzieć jego matce: „Jest pani gęsią, która wydała na świat orła”.
Podobno Willy Brandt, niemiecki działacz socjaldemokratyczny, kanclerz Niemiec, który w 1970 r. oddał hołd ofiarom getta warszawskiego, laureat pokojowej Nagrody Nobla w 1971 r., przesyłał wieńce na grób Lassalle'a – Muzeum Miejskie przechowuje szarfy z nich, podpisane W.B. Niewykluczone także, że to dzięki Brandtowi tego cmentarza nie zrównano z ziemią, choć takie były plany.
Przy grobie Lassalle'a zobaczyłam koszerną świeczkę – specjalną, jakie tu należało palić – i charakterystyczne kamyki, które kładzie się na mogiłach.

grób Heinricha Toeplitza Do osób pogrzebanych tu ze względu na potrzebę szybkiego pochówku, należy także Heinrich Toeplitz. Pochodził z Warszawy, a we Wrocławiu prowadził rozliczne interesy.
Krzysztof Teodor Toeplitz (dziennikarz, znany nam m.in. jako scenarzysta „Czterdziestolatka”) napisał książkę o swoim rodzie, jeden z rozdziałów poświęcając właśnie Heinrichowi, niezwykle ciekawej postaci.
Był on szalenie energicznym człowiekiem – zasiadał w Radzie Miejskiej Warszawy, piastował stanowisko dyrektora handlowego Kolei Górnośląskiej, założył Bank Handlowy w Warszawie. Po śmierci żony nadal prowadził interesy i zajmował się dziećmi, a w chwilach wolnych prowadził salon artystyczny – był między innymi mecenasem Stanisława Moniuszki.
Fakt pochowania Heinricha we Wrocławiu umknął pamięci potomnych i Krzysztof Teodor napisał, że miejsce pochówku nie jest znane i choć sprawa ujrzała światło dziennie, to zbyt późno. Jedna z osób zwiedzających cmentarz ujrzała grób Heinricha Toeplitza. Nie pomógł, niestety, natychmiastowy telefon do Krzysztofa – druk jego książki właśnie został ukończony.

sobota, 02 lipca 2011, agnieszka_gil

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: