Blog > Komentarze do wpisu

Mgła nad Ostrowem

Można obchodzić walentynki bokiem, można ich nie akceptować, bo mamy swoje andrzejki i katarzynki, można nie kupować komercyjnego "święta" pełnego słodkich albo pluszowych serduszek.
Ale warto zajrzeć na Kocham Wrocław i przeczytać zilustrowane fotografią Joanny Palczewskiej opowiadanie o tym, co wydarzyło się, a może tylko mogło wydarzyć,  w pewien lutowy dzień na wrocławskim Ostrowiu Tumskim.

walentynki wrocław

Wieże katedry z trudem cięły gęstą mgłę spowijającą okolicę. Wata otuliła wszystko, nie pozwalając widzieć dalej, niż na wyciągnięcie ręki, dlatego nie dało się zauważyć postaci stojącej w oknie wychodzącym na Ostrów Tumski. Nikt nigdy dotąd jej nie widział...
Mężczyzna ów zbliżył twarz do szyby, rozpłaszczając niemały nos, i usiłował wypatrzeć cokolwiek.
„Nic a nic – pokręcił głową – mleko. Przydałoby się tu stado aniołów, niechby pomachały skrzydłami, rozgoniły tę mgłę...”
Lecz anioły jeszcze spały.
A on nie był śpiący. Tego dnia, jak rzadko, zerwał się przed świtem, targany snami pełnymi hałasu, szczęku zbroi i mężczyzn w czerwonych tunikach. Ich głowy osłaniały metalowe hełmy, umięśnione torsy chowały się pod pancerzami. Kręcił się i przewracał z boku na bok, usiłując wyrwać się z okowów snu, gwałtownie przebierał nogami, co z boku musiało wyglądać dość zabawnie, nawet jak na człowieka w tak dojrzałym, by nie rzec podeszłym wieku. Nie udało mu się obudzić, jednak wojownicy gdzieś znikli – znalazł się w parku czy ogrodzie, pośród niskich krzewów, między którymi przechadzały się ubrane w powłóczyste szaty kobiety. Uśmiechnął się przez sen i westchnął z ulgą – o wiele przyjemniej było widzieć delikatne kształty i misternie fryzowane włosy, niż dzikie postaci ryczących mężczyzn.
Znów podszedł do okna. Słońce, którego można było się tylko domyślać za niskimi chmurami zalegającymi całe niebo, chyba już wstało, bo w powietrzu pojaśniało i mgła zaczęła się robić przejrzysta. Pomału wyłaniały się z niej kształty katedry i niskich zabudowań wokół niej. Jezdnie brukowanych kostką uliczek zalewał jeszcze mętny budyń, ale pośród wszechogarniającej szarości, zaczynał już zielenieć szmaragdowy most.
W takie dni – jeszcze zimowe, ale już niosące zapowiedź nadchodzącej wiosny, zasypane mokrym śniegiem, parującym w ogarniającym świat cieple – czas płynie inaczej niż zwykle. Błądząc na granicy snów i jawy, sam nie wiedział kiedy nadeszło południe. Znów zbliżył się do okna i otworzył je na oścież. Resztki mgły stopiły się w świetle dnia, odsłaniając wyraźnie wszelkie zakamarki dzielnicy widocznej przez okno, zielone przęsła mostu i kamienne figury stojące na jego straży. Dawno nie wyglądał na tę stronę, dlatego zdziwił go widok wielu kłódek zamkniętych na każdym szczeblu stylizowanej barierki, nawet w dziurach po pociskach jeszcze z wojny! Z tej ostatniej... Zadrżał i znów przed oczami stanął mu widok walczących mężczyzn. Tych samych, którzy po walce chronili się w lasach i ogrodach, głos ich stawał się ciepły, ruchy bardziej miękkie, by nie przestraszyć kobiet w sandałach na drobnych stopach. Wspólnie bawili się rysowaniem kształtów ryb na piasku.
Szerzej rozsunął skrzydła okienne i wychylił się w stronę mostu. Kłódek było tysiące, a na każdej wyryto napis. Duśka i Paweł, K+M 12 lat, Ruda i Mario, Na zawsze razem... Uśmiechnął się i pokiwał głową – a więc i tutaj dotarł ten zwyczaj? A przecież dopiero co Most Tumski zdobiły jedynie dziury po kulach i pajęczyny!
Pamiętał, że jakiś czas temu przychodził tu chłopak. Stał na moście, długo wpatrując się w wodę, nie okazywał zniecierpliwienia, jeśli wzdychał, to samym sercem. On wiedział, że chłopakowi nie jest łatwo, więc kiedyś przysłał tu tę dziewczynę. Podsunął jej myśl o krojonej bułce, w sam raz dla żebrzących pod mostem kaczek. Obserwował przez to samo okno, co dziś, jak między nimi przepływa niewidoczna gołym okiem fala, nie taka zwykła jak z Odry...
Dziewczyna była śliczna, smukła, z przyjemnością patrzył, kiedy przybiegała na spotkania z chłopcem. Zbliżali się do siebie, tupiąc po kostkach szmaragdowego mostu.
Później widywał ją od czasu do czasu, nie biegała już, lecz kroczyła spokojnie, pchając przed sobą wózek, nad którym pochylała się z wielką miłością.
Potem przestała przychodzić.
Zapomniał o niej, wyglądał przecież także przez inne okna, obserwując nieświadomych tego przechodniów. Przez jedno z nich widywał płonące serca. W późnozimowe dni ludzie lubili układać palące się świece w kształt serc – czekał przy oknie zawsze do czasu, aż wszystkie zgasły. Z innego okna widział unoszące się na wietrze kartki, niektóre przycięte w formę serca. Kartki były ciężkie, przy silniejszych podmuchach sypał się z nich ciepły, czerwony pył, nieraz z kopert wylatywał mały, srebrny lub błękitny kluczyk. Pozbywszy się balastu leciały wyżej i dalej.
Trwał w zamyśleniu, aż z zadumy wyrwał go dźwięk toczących się kół. Może to ta dziewczyna z wózkiem, której tak dawno tu nie było? Przybliżył się do okna – to chyba ona! Ale... Nie, niemożliwe.
Niemożliwe?
Po moście powoli przesuwała się kobieca postać w długim płaszczu, okutana wełnianą chustą. Kosmyki włosów wydostające się spod szala lśniły szronem, ale sylwetka pozostała tak samo prosta i szczupła co – ile to już lat temu?!
Jak wtedy pchała przed sobą wózek, nad którym pochylała się z miłością. Jednak ten miał wielkie koła, a pasażer w żaden sposób nie przypominał niemowlęcia – był starym człowiekiem, zawiniętym w szal, który kobieta troskliwie poprawiała. Zatrzymała wózek na środku i coś powiedziała do towarzysza. Zbyt cicho, by można było usłyszeć. Po chwili roześmiali się oboje, a on chwycił jej małą dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę i przytulił do pomarszczonego policzka. Pogłaskała go po wełnianej czapce. Zapatrzyli się na powierzchnię wody i trwali tak, póki wiatr nie przypomniał sobie, że czas wygonić spacerowiczów do domu. Zimnymi podmuchami rozpędził ich do ciepłych domów, ale starszej pani pomógł trochę pchać nielekki wózek.
– Walenty – rozległo się wołanie gdzieś z głębi domu. – Walenty, na miłość Moją, zamknijże już to okno, przeciąg!
Zamknął, ale przez szybę patrzył jeszcze długo na mgłę, znów zstępującą na wrocławski Ostrów Tumski.

sobota, 14 lutego 2015, agnieszka_gil

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: