piątek, 04 grudnia 2015

W dniach 6-8 listopada tego roku odbyły się kolejne - ale jakby pierwsze, bo z nowym organizatorem - Śląskie Targi Książki. Zmiana przyniosła wiele dobrego, impreza udała się naprawdę dobrze, przybyły tysiące czytelników. MURATOR stanął na wysokości zadania - jak zwykle.

Moje spotkanie, które odbyło się w sobotę, 7 listopada, prowadziła Marta Matyszczak - bardziej "kryminalna", lecz z dużym zainteresowaniem wypytywała nie tylko o szczegóły mojego warsztatu, ale też samej obyczajowej i psychologicznej tematyki książek, szczególnie Układu nerwowego:

śląskie targi książki 2015

Po blisko godzinnej rozmowie przeszłam na stoisko Naszej Księgarni:

śląskie targi książki 2015 śląskie targi książki 2015

gdzie Czytelnicy mogli porozmawiać ze mną osobiście, spotkać się bardziej kameralnie, choć ludzie dookoła, otrzymać dedykację w Układzie nerwowym i Herbacie  jaśminem:

śląskie targi książki 2015 śląskie targi książki 2015

Były też oczywiście i koniecznie pamiątkowe fotki z przyjaciółkami z Katowic:

śląskie targi książki 2015

I fanklubem z Tarnowskim Gór - też BARDZO zaprzyjaźnionym :)

śląskie targi książki 2015

 

W połowie października, na dzień przed wyjazdem do Siedlec, zdążyłam jeszcze spotkać się ze słuchaczami Radio Wrocław Kultura. Audycję prowadzili Łukasz Śmigielski i Jacek Antczak:

 

czwartek, 03 grudnia 2015

Biblioteka Grafit 10 października rozGILgotała się bardzo Smakowicie.
Zaczęło się od tego, bez którego żadna potrawa powstać nie może - kucharza czyli. I świetnym przykładem tej profesji fachowca okazał się kucharz Kuba - bohater jednej z opowieści w Zawodowcach Pawła Beręsewicza:

GILgotki Smakowite

Nie samym czytaniem GILgotkowicz żyje, więc spróbowaliśmy zagadkowej potrawy - każdy mógł sięgnąć do naczynia i wylosować zagadkę do odgadnięcia albo zadanie do wykonania. Zazwyczaj obywało się bez kłopotu, ale już na pytanie o jadalne kwiaty nie każdy potrafił odpowiedzieć!

GILgotki Smakowite

Kto zna Niezwyczajnik? Na pewno czytelnicy Pawłowic i Tygodnika Ziębickiego - oczywiście także ci, którzy bywają w bibliotece na naszych spotkaniach. Bo już nie pierwszy raz czytałam historię pewnej łyżeczki, która zjawiła się w kuchni i nikt nie wiedział po co - bała się gorącej herbaty, do zupy była za mała... Jak myślicie, kim była tajemnicza plastikowa łyżeczka?
Poniższa grafika ilustrowała Niezwyczajnik w Tygodniku Ziębickim, a wykonała ją Julka Smol z Tarnowskich Gór:

GILgotki Smakowite

Ponieważ lubimy czasem rozwiązywać krzyżówki, także i na tym spotkaniu zrobiliśmy to wspólnie i z przyjemnością - hasło okazało się łatwe do odgadnięcia i zachęcające do jedzenia.
A potem dzieci, rodzice i babcia wysłuchali o tym, jak to trudno jest czasem zdobyć coś na obiad: Wakacje Mikołajka - Zupa rybna. Znacie? Nie było łatwo, ostatecznie jednak obozowy kucharz stanął na wysokości zadania.

GILgotki Smakowite

I znów nadszedł czas na konkurs - jeden z ulubionych na GILgotkach. Uczestnicy - zarówno dzieci jak i dorośli - trochę chętnie, a trochę z obawą brali w nim udział.
Trzeba było z zawiązanymi oczami odgadnąć, co dałam do spróbowania. Niektórzy trafili na ulubiona czekoladę, inni na znienawidzony winogron... Różnie bywa z kulinarnymi gustami!

GILgotki Smakowite GILgotki Smakowite

Po przeczytaniu Plotek z kuchni - tak, tak poezję też poznajemy na GILgotkach! - spróbowaliśmy czegoś pysznego i słodkiego. Nie dla każdego, jeden z uczestników naprawdę nie znosił winogronu...
A potem zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie - Hanka, w kucharskiej czapie, którą sama zrobiła, poleca fajną książkę, dzięki której je się o wiele przyjemniej. Zapomniałam tytuł... Uzupełnię!

GILgotki Smakowite

poniedziałek, 30 listopada 2015

Czy ja już pisałam, że Lubin traktuję dość osobiście? Pewnie dlatego, że kiedyś, krótko, co prawda, mieszkałam w tym mieście. Miałam wówczas kilka-kilkanaście miesięcy i nie pamiętam nic, poza przedpokojem mieszkania, w którym wówczas mieszkaliśmy.

Tym razem, już po raz trzeci - co jest rekordem w moim odwiedzaniu tej samej biblioteki - znów zaprosiła mnie przemiła bibliotekarka Pani Małgorzata Gojdź:

biblioteka lubin

Poprzednimi razy to były GILgotki - raz na Dzikim Zachodzie, potem znów Kosmiczne - teraz na spotkanie przybyła młodzież z gimnazjum i liceum. Było więc o Herbacie z jaśminem:

biblioteka lubin

Były kalambury - niektóre tytuły ulubionych książek odważnych (bo nie wstydzących się wystąpić publicznie) dziewczyn i chłopaków były naprawdę trudne do pokazania:

biblioteka lubin

No i coś tam mówiłam jeszcze :)

biblioteka lubin

A wiecie, co okazało się najfajniejsze, a wynikło po części z tego właśnie spotkania? To, że młodzież ma jednak ochotę czytać książki rodzimych autorów i spotykać się z nimi i kiedy tylko powstanie miejsce w sieci, gdzie będzie można zobaczyć działalność nowo założonego klubu sympatyków polskich autorów, natychmiast Wam je pokażę. A także zrelacjonuję spotkanie, na które zostałam zaproszona - już niedługo!

20:36, agnieszka_gil , Spotkania
Link Dodaj komentarz »

Jesień rozpoczęła się dla mnie w Środzie Śląskiej - 23 września gościła mnie fantastyczna biblioteka, pełna kreatywnych i wesołych młodych czytelników:

Rozczytana Aglomeracja w Środzie Śląskiej Rozczytana Aglomeracja w Środzie Śląskiej

Najaktywniejsi uczestnicy spotkania dostali nagrody od organizatora - czyli stowarzyszenia Aglomeracja Wrocławska - a wszyscy pamiątkowe smycze i autografy:

Rozczytana Aglomeracja w Środzie Śląskiej

wtorek, 10 listopada 2015

16 września ruszyła jesienna edycja Rozczytanej Aglomeracji.

Na pierwszy ogień ruszyłam, spotykając się z bardzo sympatyczną młodzieżą w Kamieńcu Wrocławskim. Ugoszczono mnie w nowocześnie urządzonej bibliotece, a gimnazjaliści okazali się otwarci i interaktywni ;)

rozczytana aglomeracja Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu

Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu

Następnie udałam się do Jelcza-Laskowic, gdzie w przytulnym wnętrzu biblioteki odbyło się spotkanie z młodszymi Czytelnikami. Jak zwykle pełne uśmiechów, zgadywanek i czytania oraz wymyślania wesołych historii:

Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu

Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu

Rozczytana Aglomeracja w Kamieńcu i Jelczu

Trudno się było rozstać z chętnymi na autografy wypisywane nawet na... rękach!

czwartek, 08 października 2015

Już w najbliższą sobotę 10 października w bibliotece Grafit we Wrocławiu spotkamy się o godz. 11.00 na GILgotkach Smakowitych.

Zapraszam dzieci wraz z opiekunami - można wziąć ze sobą ulubioną książkę o gotowaniu, pieczeniu, albo przyprowadzić prawdziwego kucharza.

Ostatecznie wystarczy przynieść coś pysznego do poczęstowania ;)

GILgotki Smakowite

10:18, agnieszka_gil , GILgotki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 października 2015

Jesienne wspomnienie lata - tegoroczne kolonie zuchowe w Borowianach przebiegły pod znakiem czterech żywiołów. Z całą pewnością OGIEŃ jest w piekle. Diabły też, więc zrobiliśmy sobie GILgotki Rogate. A WODA w morzu - coś w sam raz na Pirackie GILgotki. No i Skrzydlate - były niewątpliwie związane z POWIETRZEM. Na Podziemne już nam czasu zabrakło, bo na koloniach i obozach harcerskich wiele się dzieje! Przeczytacie o tym w mojej najnowszej książce, ale to jeszcze melodia przyszłości. Teraz zaś wspominam lipcowe GILgotki z zuchami.

GILgotki Borowiany

GILgotki Borowiany

Na GILgotkach Rogatych wcale nie czytaliśmy o diabłach - zuchy wolą milszych bohaterów książek. Z pewnością do takich należy Nocny Maciek autorstwa Pawła Pawlaka, który nie tylko wspaniale zilustrował, ale też napisał opowieść o przygodach... Dobra, powiem. Nocny Maciek jest księżycem! Rogatym, gdy akurat nie jest w pełni.

Kolejnym autorem, którego książki bardzo chętnie są czytane/słuchane na GILgotkach, to Paweł Beręsewicz - ze zbioru Pan Mamutko i zwierzęta tym razem do tematu idealnie pasowała nam opowieść o narożnikach. Właściwie mogłam też poczytać o ślimaku - rogaty niewątpliwie jest.

W przerwach między czytaniem bawiliśmy się pokazywanie rogatych przysłów za pomocą kalamburów - nie było bardzo trudno je pokazać, choć pewien kłopot stanowił ogarek. Ale prawdziwym wyzwaniem okazało się wymienianie słów, w których znajduje się róg, rożek, różki - to była niemal wojna na rogate słówka! Pierogi, twaróg, pogróżki...

Kilka dni później w środku lasu rozegraliśmy regaty na Morzu Żółtym - jeden z uczestników miał dość słaby wiatr, zdenerwował się tak, że musiał się z zawodów wycofać - tyle emocji!

GILgotki Borowiany GILgotki Borowiany

Poza regatami było głównie czytanie - Wojciecha Witkowskiego Burzliwe dzieje pirata Rabarbara i opowieść o jego - Rabarbara - pirackim stroju, wiersze o Słonecznych żeglarzach Wincentego Fabera i kochaną przez wszystkie dzieci Piracką świnkę Cornelii Funke. Były też morskie zagadki w balonach, wiązanie prawdziwych żeglarskich węzłów, a także poszukiwanie skarbu - odnaleziono worek złotych monet! Bardzo słodkich, częstowaliśmy się nimi tuż po złożeniu prawdziwej pirackiej przysięgi...

GILgotki Borowiany           GILgotki Borowiany

Po kolejnych kilku dniach postanowiliśmy POLATAĆ po borowiańskim lesie.

GILgotki Borowiany GILgotki Borowiany

Ale najpierw czytaliśmy o tym, jak to się stało, że niektóre myszy potrafią latać. Znacie tę historię, w której wiatr przypadkowo zaplątał skrzydła w gałęzie jabłoni? Jeśli nie, to przeczytajcie Mysz, jak nie mysz Joanny Kulmowej - jedną z ulubionych książeczek nie tylko mojego dzieciństwa, ale i współczesnych najmłodszych czytelników.Później robiliśmy latające ptaszki metodą origami - oj, bywało trudno, na szczęście druhna Honorata i druhna Ania pomagały małym zuchowym rączkom. A te rączki potem przekształciły się w skrzydła - na zdjęciu powyżej widać, jak fruwaliśmy między sosnami ;)

GILgotki Borowiany

Niewątpliwie ulubionym autorem dzieci z Tarnowskich Gór jest Paweł Beręsewicz i bohater jego książki Pan Mamutko i zwierzęta. Podczas GILgotek Skrzydlatych czytałam opowieść o gołębiu, który założył gniazdo w przewodzie kominkowym państwa Mamutków. To była trudna do rozwiązania sprawa i nie powiem Wam, jak się skończyła, tyle tylko mogę napisać, że niektórzy lubią, gdy przed nimi postawić półmisek pełen... gołąbków. Horror, prawda?

Po szalonym slalomie między drzewami, wróciliśmy, by w skupieniu posłuchać o przygodach mieszkającej w Rowerowie Tereni, z książeczki Ludwika Jerzego Kerna. Jej, wydawałoby się, zwykłemu, rowerowi, pewnego razu pojawiły się jakieś dziwne narośle, z których potem wyrosły skrzydła. Każdy marzył o takim rowerze!

A zuchy marzyły o wygranej w kolejnym konkursie, w którym, stojąc w kręgu, wymieniały wszystko, co ma skrzydła. Uwierzycie, że poza ptakami i owadami jeszcze ktoś/coś? No pewnie - wiatrak, drzwi, marzenia...

A ja już czekam na następne potkanie z zuchami z Tarnowskich Gór, które pozdrawiam BARDZO SERDECZNIE!

czwartek, 24 września 2015

GILgotki rodzinne


Jedną z propozycji spędzenia czasu z dzieckiem, które mogą zainteresować wrocławian są spotkania z pisarką Agnieszką Gil. Od wielu lat organizuje GILgotki dla dzieci małych i dużych. Miałem okazję widzieć ją kilkakrotnie w akcji – GILgotki organizowane są na ogół w miejskich bibliotekach, ale spotkaliśmy się też przy okazji imprez literackich: za każdym razem pojawiały się tam dzieci w różnym przedziale wiekowym i wszystkie dawały się rozGILgotać.
 

Wrocławski antykwariusz Stanisław Karolewski, prowadzący klimatyczny antykwariat Szarlatan, przybył wraz z rodziną na przedwakacyjne GILgotki - ładnie o wszystkim napisał zrobił kilka zdjęć - mamy szczęście, bo te robione przez bibliotekarza, niestety pożarł jakiś komputerowy wirus. Tym bardziej dziękuję Staszku!

Mikołajek GILgotki

A my na GILgotkach Rodzinnych czytaliśmy o najbliższych - mamusiach, tatusiach, synkach i córkach. Zdarzyło się również wysłuchać opowieści o rodzinie innej, niż zazwyczaj, gdzie "dziećmi" - kaczką Katastrofą, psem Pypciem i muchą Bzyk Bzyk opiekował się Pan Kuleczka.

Lecz najpierw poznaliśmy relacje we francuskiej rodzinie Mikołajka i, wiecie, nie zawsze były różowe. Czytając o jego przygodach, zazwyczaj wszyscy się śmieją, lecz czasem to śmiech przez łzy - serio, można tam wyczytać zupełnie poważne sprawy!

Nadszedł czas na zabawę w rozpoznawanie - dzieci z zawiązanymi chustką oczami musiały pośród przybyłych rodziców odnaleźć swoich - bez podpowiedzi, bez słyszenia głosu, bez wiedzy, czy organoleptycznie  badają czyjąś (lub swoją) mamę, cz tatę. Dochodziło do niesłychanie zabawnych sytuacji, śmialiśmy się jak norki!

Później czytałam swoją bajkę o Zielonym rosołku. Zaczyna się tak:

   Po całym tygodniu ciężkiej pracy w domu, mama w końcu opadła z sił.
   – Jestem zmęczona – westchnęła. – Wciąż gotuję, zmywam, piorę i sprzątam. Nikt mi nie pomaga! Tato ciągle w pracy, a synek...
   – Nie umiem przecież gotować – oznajmił beztrosko Kacper i wysypał na dywan całe pudełko klocków. Rozsypały się wokół, kilka nawet potoczyło się pod łóżko i szafę.
   – Ale sprzątać mógłbyś – zauważyła mama.
   – No. Zaraz – powiedział Kacper i pomyślał, że właściwie nie ma ochoty bawić się klockami.   
   Podszedł do półki i zdjął z niej pudło z samochodami – były to piękne autka, bardzo szybko jeżdżące, kiedy je w odpowiedni sposób nacisnąć.
   – A klocki? – zapytała mama.
   – Zaraz!
   – Aha, zaraz? – zbuntowała się. – Zaraz to ja stąd wyjdę, bo nie chcę już sprzątać po takim bałaganiarzu!
   – I co zrobisz? – zaciekawił się chłopiec.
   – Wyjadę! Może na wieś? I odpocznę sobie.
   – Nie możesz wyjechać, przecież ty nie umiesz kierować autem.
   – To pociągiem!
   – Pociągiem też nie umiesz kierować! – zauważył rezolutnie Kacper i wrócił do zabawy.
   Tatuś, który przysłuchiwał się ich rozmowie, parsknął śmiechem. Mama groźnie spojrzała na niego:
– Ach tak?! – zirytowała się. – To jadę!

I pojechała... Jeśli przyjdziecie kiedyś na GILgotki, może poznacie dalszy ciąg tej historii, trochę rodzinnej, a trochę... kulinarnej.
Podczas, gdy opowieść płynęła, dzieci rysowały to, co ich rodzice najbardziej lubią robić. Niektórzy czytać, inni, spać, grać albo pracować na komputerze - różnie to bywa. Świetnie, jeśli na obrazku znalazła się reszta rodziny - bo jak najmilej spędzać czas? Z najbliższymi wszak!
Następnie czytaliśmy jeszcze o tym, że nawet w trudnych sytuacjach, kiedy każdy w rodzinie różni się od siebie jak marchewka od pietruszki, jak por od kalafiora i ziemniaczek od ryżu, gdy się dobrze ugotuje, może z nas wyjść pyszna zupa. Nad zupą rozmyślał właśnie Pan Kuleczka i jego podopieczni.
Dużo czasu zajęło nam to wszystko, więc na sam koniec zrobiliśmy już tylko zawody w rodzinnym przenoszeniu nadmuchanego balona bez użycia rąk. I znów było zabawnie!

Pisał prawdę Szarlatan - nie tylko Nataszka, jego córka, dała się rozGILgotać - świetnie bawiły się wszystkie dzieci, a także, mam wrażenie, rodzice :)

GILgotki rodzinne      GILgotki rodzinne

środa, 16 września 2015

Już dziś spotkałam się z młodzieżą w Kątach Wrocławskich i dziećmi w Jelczu - fotki wstawię, gdy tylko otrzymam - było fantastycznie!

rozczytana aglomeracja

wtorek, 08 września 2015

Bardzo jestem ciekawa, co dzieci - i rodzice! - powiedzą o bohaterze najbliższego spotkania, nie tak całkiem GILgotkowego. Trzymajcie mnie za kciuki, żeby była ładna pogoda, bo tym razem mamy się spotkać przed Grafitem!

balonik Ołbin

23:56, agnieszka_gil , Spotkania
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 czerwca 2015
piątek, 05 czerwca 2015

Wiedzieliście, że w pobliżu Wrocławia można znaleźć piratów? Tak, tak, całe ich stada spotkałam w Borowie i w Zielenicach!
Nie tak dawno, bo 24 kwietnia spotkałam się z młodymi Czytelnikami ze szkół podstawowych w podwrocławskich miejscowościach.

Borów powitał mnie dziką bandą pirackich uczniów, którzy co prawda z ciekawością wysłuchali opowieści o Pirackiej śwince Cornelii Funke, ale potem zrobili bunt na pokładzie i nawet piracka przysięga wypowiedziana została zupełnie na opak!

Borów GILgotki

W Zielenicach GILgotaliśmy również bardzo sympatycznie, ucząc się wiązać węzły:

GILgotki pirackie

urządzając regaty oceaniczne:

GILgotki pirackie

i szukając słodkiego pirackiego skarbu, którym zwyciężczyni regat podzieliła się ze wszystkimi!

GILgotki pirackie

Czytaliśmy, oczywiście, nie tylko o Pirackiej śwince, także o Przygodach Pirata Rabarbara i Słonecznych żeglarzach:

        

Było naprawdę fantastycznie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zaroszą mnie do siebie tak fajni Czytelnicy - może na inne GILgotki?

niedziela, 17 maja 2015

Tradycyjnie relacja z GILgotek po długim czasie, ale oto jest:

18 kwietnia, jak zazwyczaj pod egidą Polskiej Sekcji IBBY i Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu spotkałam się z najmłodszymi Czytelnikami - tym razem bardzo, bardzo młodymi, bo nawet czterolatkami. Niespodzianką było to, że z wyjątkiem Kacpra i Hanki-gadułki - trochę inaczej niż u Janoscha ;) - przybyli zupełnie nowi GILgotkowicze, a wszyscy w towarzystwie mamuś, tatusiów i babć. Można więc było bawić się naprawdę świetnie, bo wszyscy brali czynny udział w zajęciach.

GILgotki Skrzydlate1

Zaczęliśmy od przeczytania bajki, którą poznałam w dzieciństwie. Mysz jak nie mysz Joanny Kulmowej, to obok Krześlaków z rozwianą grzywą była jedna z moich ulubionych pozycji tej autorki.

GILgotki Skrzydlate4         mysz jak nie mysz

Szukając zdjęcia okładki w internecie, zorientowałam się, że została wznowiona! Choć mnie i tak droższa ta sprzed dziesięcioleci, jednak w każdej wersji pozostaje wyjątkowa, klimatyczna, ciekawa i piękna.

GILgotki Skrzydlate3

Potem rozprostowaliśmy skrzydła - każdy powiedział, jakim jest skrzydlatym stworzeniem i poćwiczyliśmy trochę, przed zaplanowanym na koniec lotem. Musieliśmy też trochę poćwiczyć dłonie przed zajęciami manualnymi - nauczyliśmy się bowiem robić prawdziwego latającego ptaka z papieru:

GILgotki Skrzydlate2

Przyszedł czas na wysłuchanie opowieści o ulubieńcu dzieci - Panu Mamutko. Tym razem miał kłopot z Gołębiem, który zagnieździł się w jego kominie i... Nie opowiem, przeczytajcie sami, ale róbcie to uważnie, bo można się zdziwić, jak zakończyła się ta opowieść... Niektórzy, zupełnie niesłusznie, nazwali ją horrorem!

Trochę wysiłku intelektualnego trzeba było włożyć w konkurs, który rozegrał się zaraz otem - stanęliśmy w kręgu (zupełnie jak na GILgotkach Rogatych ) i każdy po kolei mówił - kto lub co ma skrzydła. Początkowo było prosto - ptak, motyl, dzięcioł, gil, ważka, pszczoła... Później weszliśmy na wyższy poziom - drzwi, nietoperz, podpaska... Dobrze, że podpowiadali dorośli, bo z czasem zrobiło się zupełnie trudno, tym bardziej, że nie wolno było powtarzać tego, co już ktoś mówił. No więc skrzydła ma jeszcze wiatr, nietoperz, marzenia... Ostatecznie wygrała zupełnie młoda, bo chyba pięcioletnia dziewczynka, która w nagrodę otrzymała czekoladowego motyla - było słodko :)

Po tak intensywnym myśleniu trzeba było koniecznie zregenerować organizm ruchem, więc przelecieliśmy się po bibliotece - nie macie pojęcia, ile miejsca jest w Graficie! Naprawdę można by tam fruwać:

GILgotki Skrzydlate5

Zmęczone skrzydła przytuliliśmy do boków i można było w spokoju wysłuchać o pewnym skrzydlatym... rowerze. Co, nie wierzycie, że i rowerowi mogą wyrosnąć skrzydła? To przeczytajcie koniecznie tę książeczkę, po której widać, że na GILgotkach czytamy nie tylko prozę, ale i wiersze - tym razem Ludwika Jerzego Kerna Rower z Rowerowa.

 rower z rowerowa kern ludwik

O, tak, było bardzo fruwająco, wesoło i ciekawie, a na następne GILgotki w Graficie zapraszam w sobotę w połowie czerwca - do zobaczenia i poczytania!

sobota, 16 maja 2015

Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Aglomeracji Wrocławskiej aktywnie wspiera popularyzację czytelnictwa wśród najmłodszych mieszkańców regionu.  

W ramach tego projektu wraz z Marcinem Pałaszem aż do jesieni będziemy odwiedzali biblioteki w różnych podwrocławskich gminach i spotykali się z młodszymi i troszkę starszymi Czytelnikami.

aglomeracja wrocławska

Wiosenne wizyty już za nami i muszę przyznać, że dawno tak miło nie spędzałam czasu na spotkaniach autorskich. Niezależnie od tego, czy Czytelnikami byli uczniowie szkoły podstawowej, gimnazjaliści, czy już prawie dorośli licealiści, bawiliśmy się równia dobrze, rozmawiając o ulubionych gatunkach literackich i tytułach, po które chętnie sięga młodzież, o tym jak wygląda sprawa z książką od pomysłu do półki w księgarni, albo skąd czerpać inspirację.
O tym ostatnim to dlatego, że wielu młodych sięga po pióro - współcześnie klawiaturę - i szuka sposobu, by zająć się tym jak najlepiej. Zawsze wtedy zapraszam na warsztaty, które prowadzę specjalnie dla dzieci i dla młodzieży, właśnie pod hasłem Inspiracje. Ale to temat na osobne zajęcia. Tu, w ramach zajęć Wesoła historie, czyli skąd się biorą książki, było trochę czytania, trochę rozmów, a nawet zabawy - tak, nie można wciąż tylko gadać, relaks też jest potrzebny!

Pierwsze spotkanie odbyło się we Wrocławiu - to były GILgotki Skrzydlate, z których relacja już niebawem.

Następnie ugoszczono mnie w Trzebnicy - tu kilka słów ze strony Trzebnickiego Centrum Kultury i Sportu, a ja tylko dodam, że było naprawdę sympatycznie! Pomimo tego, że biblioteka jest w trakcie przeprowadzki, ale dzięki temu miałam okazję odwiedzić trzebnicki ratusz. I, wiecie, w środku jest ławka odziana w różne takie szydełkowce - bardzo mi się spodobała :)

aglomeracja wrocławska trzebnica


Jeszcze tego samego dnia zawitałam w Prusicach, gdzie spotkanie przebiegło bardzo komfortowo, w niezwykle nowej, rzekłabym "wypasionej" bibliotece. Na spotkanie przybyła młodzież wyraźnie zainteresowana literaturą i tym razem także bawiliśmy się doskonale, a i o poważnych sprawach mówiliśmy także. Tak pisała o tym pani Magdalena Szymańska z NOWagazeta.pl

aglomeracja wrocławska prusice

Kolejnymi miejscowościami, które odwiedziłam w ramach akcji były Jordanów Śląski i Sobótka, ale zdjęcia z Jordanowa wrzucę dopiero, gdy je otrzymam. Tu kilka fotek z bardzo miłego (i obfitego w późniejsze kontakty na fb) spotkania w Sobótce

aglomeracja sobótka

A tymczasem zapraszam do zaglądania na facebookowy profil Aglomeracji Wrocławskiej gdzie przeczytacie o tym, co się wyprawia w kulturze, sporcie i dowiecie o różnych ciekawych działaniach w naszym regionie.

sobota, 11 kwietnia 2015

Nareszcie! Już nie mogłam się doczekać otwarcia nowego sezonu GILgotek w Graficie!

Ale nadszedł czas, więc w najbliższą sobotę zaczynamy. Ponieważ poprzednie były Rogate, teraz konsekwentnie - Skrzydlate! Wiecie, kto/co ma skrzydła? Poczytamy i porozmawiamy o tym już za tydzień!

 

GILgotki Skrzydlate

17:08, agnieszka_gil , GILgotki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lutego 2015

Można obchodzić walentynki bokiem, można ich nie akceptować, bo mamy swoje andrzejki i katarzynki, można nie kupować komercyjnego "święta" pełnego słodkich albo pluszowych serduszek.
Ale warto zajrzeć na Kocham Wrocław i przeczytać zilustrowane fotografią Joanny Palczewskiej opowiadanie o tym, co wydarzyło się, a może tylko mogło wydarzyć,  w pewien lutowy dzień na wrocławskim Ostrowiu Tumskim.

walentynki wrocław

Wieże katedry z trudem cięły gęstą mgłę spowijającą okolicę. Wata otuliła wszystko, nie pozwalając widzieć dalej, niż na wyciągnięcie ręki, dlatego nie dało się zauważyć postaci stojącej w oknie wychodzącym na Ostrów Tumski. Nikt nigdy dotąd jej nie widział...
Mężczyzna ów zbliżył twarz do szyby, rozpłaszczając niemały nos, i usiłował wypatrzeć cokolwiek.
„Nic a nic – pokręcił głową – mleko. Przydałoby się tu stado aniołów, niechby pomachały skrzydłami, rozgoniły tę mgłę...”
Lecz anioły jeszcze spały.
A on nie był śpiący. Tego dnia, jak rzadko, zerwał się przed świtem, targany snami pełnymi hałasu, szczęku zbroi i mężczyzn w czerwonych tunikach. Ich głowy osłaniały metalowe hełmy, umięśnione torsy chowały się pod pancerzami. Kręcił się i przewracał z boku na bok, usiłując wyrwać się z okowów snu, gwałtownie przebierał nogami, co z boku musiało wyglądać dość zabawnie, nawet jak na człowieka w tak dojrzałym, by nie rzec podeszłym wieku. Nie udało mu się obudzić, jednak wojownicy gdzieś znikli – znalazł się w parku czy ogrodzie, pośród niskich krzewów, między którymi przechadzały się ubrane w powłóczyste szaty kobiety. Uśmiechnął się przez sen i westchnął z ulgą – o wiele przyjemniej było widzieć delikatne kształty i misternie fryzowane włosy, niż dzikie postaci ryczących mężczyzn.
Znów podszedł do okna. Słońce, którego można było się tylko domyślać za niskimi chmurami zalegającymi całe niebo, chyba już wstało, bo w powietrzu pojaśniało i mgła zaczęła się robić przejrzysta. Pomału wyłaniały się z niej kształty katedry i niskich zabudowań wokół niej. Jezdnie brukowanych kostką uliczek zalewał jeszcze mętny budyń, ale pośród wszechogarniającej szarości, zaczynał już zielenieć szmaragdowy most.
W takie dni – jeszcze zimowe, ale już niosące zapowiedź nadchodzącej wiosny, zasypane mokrym śniegiem, parującym w ogarniającym świat cieple – czas płynie inaczej niż zwykle. Błądząc na granicy snów i jawy, sam nie wiedział kiedy nadeszło południe. Znów zbliżył się do okna i otworzył je na oścież. Resztki mgły stopiły się w świetle dnia, odsłaniając wyraźnie wszelkie zakamarki dzielnicy widocznej przez okno, zielone przęsła mostu i kamienne figury stojące na jego straży. Dawno nie wyglądał na tę stronę, dlatego zdziwił go widok wielu kłódek zamkniętych na każdym szczeblu stylizowanej barierki, nawet w dziurach po pociskach jeszcze z wojny! Z tej ostatniej... Zadrżał i znów przed oczami stanął mu widok walczących mężczyzn. Tych samych, którzy po walce chronili się w lasach i ogrodach, głos ich stawał się ciepły, ruchy bardziej miękkie, by nie przestraszyć kobiet w sandałach na drobnych stopach. Wspólnie bawili się rysowaniem kształtów ryb na piasku.
Szerzej rozsunął skrzydła okienne i wychylił się w stronę mostu. Kłódek było tysiące, a na każdej wyryto napis. Duśka i Paweł, K+M 12 lat, Ruda i Mario, Na zawsze razem... Uśmiechnął się i pokiwał głową – a więc i tutaj dotarł ten zwyczaj? A przecież dopiero co Most Tumski zdobiły jedynie dziury po kulach i pajęczyny!
Pamiętał, że jakiś czas temu przychodził tu chłopak. Stał na moście, długo wpatrując się w wodę, nie okazywał zniecierpliwienia, jeśli wzdychał, to samym sercem. On wiedział, że chłopakowi nie jest łatwo, więc kiedyś przysłał tu tę dziewczynę. Podsunął jej myśl o krojonej bułce, w sam raz dla żebrzących pod mostem kaczek. Obserwował przez to samo okno, co dziś, jak między nimi przepływa niewidoczna gołym okiem fala, nie taka zwykła jak z Odry...
Dziewczyna była śliczna, smukła, z przyjemnością patrzył, kiedy przybiegała na spotkania z chłopcem. Zbliżali się do siebie, tupiąc po kostkach szmaragdowego mostu.
Później widywał ją od czasu do czasu, nie biegała już, lecz kroczyła spokojnie, pchając przed sobą wózek, nad którym pochylała się z wielką miłością.
Potem przestała przychodzić.
Zapomniał o niej, wyglądał przecież także przez inne okna, obserwując nieświadomych tego przechodniów. Przez jedno z nich widywał płonące serca. W późnozimowe dni ludzie lubili układać palące się świece w kształt serc – czekał przy oknie zawsze do czasu, aż wszystkie zgasły. Z innego okna widział unoszące się na wietrze kartki, niektóre przycięte w formę serca. Kartki były ciężkie, przy silniejszych podmuchach sypał się z nich ciepły, czerwony pył, nieraz z kopert wylatywał mały, srebrny lub błękitny kluczyk. Pozbywszy się balastu leciały wyżej i dalej.
Trwał w zamyśleniu, aż z zadumy wyrwał go dźwięk toczących się kół. Może to ta dziewczyna z wózkiem, której tak dawno tu nie było? Przybliżył się do okna – to chyba ona! Ale... Nie, niemożliwe.
Niemożliwe?
Po moście powoli przesuwała się kobieca postać w długim płaszczu, okutana wełnianą chustą. Kosmyki włosów wydostające się spod szala lśniły szronem, ale sylwetka pozostała tak samo prosta i szczupła co – ile to już lat temu?!
Jak wtedy pchała przed sobą wózek, nad którym pochylała się z miłością. Jednak ten miał wielkie koła, a pasażer w żaden sposób nie przypominał niemowlęcia – był starym człowiekiem, zawiniętym w szal, który kobieta troskliwie poprawiała. Zatrzymała wózek na środku i coś powiedziała do towarzysza. Zbyt cicho, by można było usłyszeć. Po chwili roześmiali się oboje, a on chwycił jej małą dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę i przytulił do pomarszczonego policzka. Pogłaskała go po wełnianej czapce. Zapatrzyli się na powierzchnię wody i trwali tak, póki wiatr nie przypomniał sobie, że czas wygonić spacerowiczów do domu. Zimnymi podmuchami rozpędził ich do ciepłych domów, ale starszej pani pomógł trochę pchać nielekki wózek.
– Walenty – rozległo się wołanie gdzieś z głębi domu. – Walenty, na miłość Moją, zamknijże już to okno, przeciąg!
Zamknął, ale przez szybę patrzył jeszcze długo na mgłę, znów zstępującą na wrocławski Ostrów Tumski.

wtorek, 03 lutego 2015
piątek, 23 stycznia 2015

Rok rozpoczął się konkursem ogłoszonym przez wortal Granice.pl:

KSIĄŻKA ROKU 2014

układ nerwowy

 

Z przyjemnością informuję, że Układ nerwowy, który już kilka miesięcy temu ogłoszono Najlepszą Książką na Wiosnę tym razem znalazł się w finale rocznym!

Jeśli uważacie, że z prozy polskiej właśnie moja powieść - nominowana zarówno głosami Czytelników jak i jury - zasługuje na nagrodę, zachęcam do głosowania.
Nie trzeba się rejestrować, wystarczy podać imię, nazwisko i mail kontrolnie.

glosuj

13:00, agnieszka_gil , Konkursy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2014

Muzę wyznać, że początkowo miały to być GILgotki Diabelskie. Jednak okazało się, że biesy wcale nie są aż tak interesujące, jak mogłoby się wydawać, więc ostatecznie ubiegłej soboty bawiliśmy się na GILgotkach Rogatych - spotkaniu świetnym, a nawet historycznym. Dlaczego? Bo to była ostatnia zabawa okołoliteracka tego rodzaju w MBP Filia 36 we Wrocławiu... Tak, tak, po sześciu latach brombowania i GILgotania nadszedł koniec - ta biblioteka będzie zamknięta.

Jednak - choć było tu miło i kameralnie, niemal rodzinnie - idziemy z postępem i w przyszłym roku wznowię cykl zajęć - już w innym, nowocześnie urządzonym miejscu.

rogate1

Tymczasem bawiliśmy się, a wszystko zaczęło się od Koziołeczka Jana Brzechwy. Bo na GILgotkach czytamy nie tylko prozę, ale i wiersze. Myślałam też o historii pewnej kozy z dzwoneczkiem ze zbioru Bajarka opowiada, jednak kolejnym rogatym przedstawicielem był Boruta ze zbioru Klechdy domowe.

rogate2           rogate3

Potem nadszedł czas na kalambury - to jedna z ulubionych zabaw dzieci, ale tym razem nie było łatwo - bez użycia słów pokazywaliśmy przysłowia, których bohaterami były różne rogate stworzenia. Jedna z mam specjalnie dla mnie na poczekaniu przypomniała sobie jeszcze jedno i zgadłam! :)

rogate4  rogate5

rogate6  rogate7

Wszystkie przysłowia zostały odgadnięte, więc przeszliśmy do czytania o innym, rogatym bohaterze literackim. A to był ktoś wyjątkowy, bo rogi czasem miał, a czasem nie, lecz wcale nie należał do zwierząt, o nie. Nocny Maciek był księżycem!

rogate8  rogate9

Dziewczyny i chłopaki (których zebrała się zupełnie spora, kilkunastoosobowa grupa) i chętnie i niemal z nabożeństwem oglądały książeczkę napisaną i zilustrowaną przez wrocławianina Pawła Pawlaka.

rogate10   rogate11

Gdy wszyscy słuchali z zapartym tchem przygód Maćka, który spotkał... - ach, sami zresztą przeczytajcie! - najmłodsza uczestniczka spotkania wybierała sobie własne lektury ;)

rogate12  rogate13

Nadszedł czas na zabawy słowem - dotąd chyba nigdy nie było tak trudnego konkursu, który polegał na tym, że, ustawieni w koło, uczestnicy musieli podawać słowa, zawierające w sobie: róg, rogi, rożek albo różki. Ileż było pomyłek, mówię Wam. Oczywiście wśród wymienionych słów znalazły się między innymi pierogi, wróżki, drogi, wróg i pogróżki, a także trudniejsze, jak Swaróg i raróg - to Kacper wymieniał ostatnie, wyjaśnił też, co oznaczają, i byliśmy prawie pewni, że zostanie zwycięzcą - po kolei odpadali wszyscy, którzy nie mieli już pomysłu  - ostatnie chwile walki między nim, a Marysią wprawiły nas w nerwowe oczekiwanie, jednak ostatecznie przy pomocy dużego zespołu podpowiadaczy laureatką została sześcioletnia Marysia - co dostała w nagrodę? Oczywiście coś rogatego... rogalik! :)

rogate14  rogate 15

Dzieci, być może zainspirowane wspaniałą grafiką Pawlaka, zasiadły do rysowania różnych rogatych rzeczy - były obrazki, maski, baranek, krowa, diabeł i nawet ślimak (też ma rogi, a co!),

rogate 20  rogate 21

 rogate 22  rogate 23

a ja sięgnęłam po jeden z moich ulubionych zbiorów Pan Mamutko i zwierzęta Pawła Beręsewicza. Pan Mamutko charakteryzuje się tym, iż nigdy nie wiadomo, co lub kto go spotka. We wpisującej się w tematykę GILgotek Rogatych historii o tym jak chciał sobie kupić narożnik, Mamutko pojechał do znalezionego w książce telefonicznej sklepu z narożnikami. Sklep, jak się okazało, prowadził niejaki Fernando (z czym Wam się kojarzy?), a narożniki sprzedawane były w parach... Tak się rozkręciłam z tym czytaniem, że wszyscy wysłuchali jeszcze o tym, jak Mamutko został trenerem pewnego rogatego - ślimaka.

rogate 16  rogate 17

rogate 18  rogate 19

Gdy już zostały zaprezentowane zostały obrazki i maski, nadszedł czas na pamiątkową fotografię - czy w przyszłym roku spotkamy się w podobnym składzie? Wierzę, że tak!

rogate 24  rogate 25

niedziela, 26 października 2014

8 października obfitował w tematy indiańskie i kowbojskie, bowiem aż dwie grupy zerówkowiczów zaprosiły mnie tego dnia do Szkoły Podstawowej w Radwanicach. Jak w poprzedniej, tak i w kolejnej zaczęliśmy od czytania o Indianinie Nitou, a później zatańczyliśmy - tym razem taniec deszczu, który padał zupełnie niepotrzebnie - na mokro trudno było polować!

indianskieM1

Taniec udał się nad wyraz, rzeczywiście przestało padać. A my rozpoczęliśmy przygodę z Nitou, który postanowił zwyciężyć demona z gór, w czym pomogły mu trzy magiczne pióra:

indianskieM2

Wszystkim bardzo podobał się fragment książki, jednak przeszliśmy do kolejnych zajęć - było więc odpowiadanie na zagadki z kowbojskiego kapelusza:

indianskieM3 indianskieM4

A następnie przystąpiliśmy do polowania. I tu udało się naprawdę dobrze, było co jeść na kolację, a warto dodać, że bizony-balony są bardzo lekkostrawne. Jak widać, ich skóra dobra jest do naciągania na twarz - pewnie w ramach maseczki kosmetycznej:

indianskieM5  indianskieM6

Należało odpocząć, a to robi się najlepiej będąc wygodnie ułożonym na dywanie i zasłuchanym w indiańskie opowieści. I wiecie co? Miałam zamiar poczytać którąś z historii Sat-Okha albo Ulfa Starka Jak mama została Indianką, tymczasem okazało się, że dzieci marzą o poznaniu dalszych dziejów małego Nitou! No więc dokończyliśmy tej opowieści - przeczytałam książeczkę do końca. Zasłuchane dzieciaki z trudem wracały do rzeczywistości, a przecież na zakończenie mieliśmy jeszcze wypalić fajkę pokoju... Howgh!

indianskieM7  indianskieM8

Myślicie, że współczesne dzieci już nie interesują się Indianami? To nieprawda. Najlepszym przykładem są uczniowiez zerówki w Radwanicach, którzy 8 października zaprosili mnie na GILgotki na Dzikim Zachodzie. Pojechałam z radością, bo dawno już nie rozmawiałam o Indianach. Przebrałam się w odpowiedni strój i zaczęło się czytanie.

indianskie1  indianskie2

Najpierw o przygodach małego Indianina Nitou, z książki Demon z gór  Marca Cantina, który, mimo że niewielki, dzielnie ruszył na niebezpieczną wyprawę, bo susza zaczynała mocno dawać się we znaki jego współplemieńcom. A później dzieci poznały historię polskiego Indianina Sat-Okha i posłuchały jego opowieści o Wielkim czynie Szalonego Rumaka ze zbioru Biały mustang.

indianskie3       indianskie4 

Oprócz słuchania, było także trochę ruchu - taniec przed polowaniem, by się udało:

indianskie5  indianskie6

No i oczywiście wielkie polowanie na bizony-balony. Najpierw pokazałam, jak posługiwać się włócznią sprawnie i szybko (ledwie aparat mnie uchwycił!) - wiemy, że Indianie strzelają z łuków, ale używają też innej broni.

indianskie7

A później wręczyłam broń najmłodszym. Dziewczyny okazały się szalenie sprawne w sztuce polowania, a i chłopcy ledwie wytrzymywali, zanim nadejdzie ich kolej:

indianskie8 indianskie9

Polowanie, tak jak i całe spotkanie odbyło się świetnie, myślę, że sam Sat-Okh - Długie Pióro - byłby z nas dumny...

indianskie10

zdjęcie ze strony: http://nuklearna-wiosna.blog.pl/files/2014/02/sat-okh.jpg

Nie, nie mylą Was oczy - czasami zdarza się Wielkanoc w lipcu, bowiem harcerze to specyficzna grupa ludzi, którzy potrafią i to zorganizować... Między nami mówiąc choinkę też ubieraliśmy, ale to przy innej okazji... ;)
Cała rzecz polegała na tym, że tegoroczne kolonie zuchowe Hufca Ziemi Tarnogórskiej w Borowianach przebiegały pod znakiem różnych dni - bardziej lub mniej świątecznych, tak bawiliśmy się w Walentynki (zajęcia prowadziła bardzo zakochana para), był Dzień Dziecka, Trzech Króli, Boże Narodzenie i wiele innych, a wśród nich Wielkanoc i Wielkanocne GILgotki.

wielkanoc_1

Zaczęliśmy od wyjaśnienia sobie symboliki pokarmów w koszyczku, a to za pomocą kalamburów:

wielkanoc_2 wielkanoc_3

Później poczytaliśmy o przygodach Zajączka, który tak niefortunnie pomalował pisanki, że skończyło się nad wyraz kolorowo. A później każdy zastęp otrzymał zadanie - należało przerobić różne, znane przysłowia w taki sposób, by mogło się w nich znaleźć "jajo". Wyszło nieźle:

wielkanoc_4 wielkanoc_5

Doszliśmy do tematyki mocno jajecznej, wiec tarnogórscy harcerze poznali historię jajka, które, mimo dzielnego oporu, skończyło we wrzątku, jednak okazało się, że... Sami poczytajcie!

wielkanoc_6 wielkanoc_7

A później znów bawiliśmy się w rysowanki i wycinanki - każdy stworzył własny kwiatek

wielkanoc_8 wielkanoc_9

baranka lub kurczaczka wielkanocnego, którymi ozdobiliśmy wielką, wspólną pisanę:

wielkanoc_10 wielkanoc_11 wielkanoc_12

I tak upłynęła nam niezwykła, lipcowa Wielkanoc - chyba jedyna taka w życiu. Wszystkie zuchy, harcerze i druhny bawiły się, jak nigdy dotąd. Nawet druhna Magda, która zasadniczo woli grać, chętnie rysowała. Za to raczej mało wielkanocną gitarę:

wielkanoc_13

Pamiętacie pierwsze spotkanie z cyklu GILgotki, czyli Agnieszka Gil zaprasza? Wielu autorów tekstów i ilustracji skorzystało z zaproszenia do biblioteki przy Żeromskiego 79 we Wrocławiu, a pierwszym, który to uczynił, był Marcin Pałasz. Przypadkiem było to jego pierwsze spotkanie autorskie we Wrocławiu, więc podwójnie historyczne.

klamra1

Ten autor zarówno otworzył, jak i zamknął nasz cykl w Filii 36 MBP dla dzieci - tak się bowiem składa, że w czerwcu odbyło się ostatnie GILgotkowe spotkanie z twórcą - niebawem biblioteka zostanie zamknięta. Nie trzeba płakać, bo w przyszłym roku spotkamy się w nowym miejscu, jednak zrobiło się troszkę sentymentalnie...

klamra3  klamra4

Wiele zmieniło się od czasu poprzedniego spotkania, przede wszystkim przybyło na rynku książek Marcina - wydał ich już ponad dwadzieścia! Prawie tyleż napisał scenariuszy do cieszących się powodzeniem słuchowisk radiowych. Zarzucił inne zajęcia, by oddać się wyłącznie pisaniu dla młodych Czytelników. Ostatnio dzieciaki najchętniej sięgają po różne przygody Elfa - on sam nie przybył do biblioteki, bo był taki upał, że pies ledwie zipał, a autor musiał przybyć pieszo, bo z gorąca rozjeżdżały się szyny tramwajowe! Sposób na Elfa został nagrodzony prestiżowym Koziołkiem Matołkiem, czyli nagrodą im. Kornela Makuszyńskiego 2013 - autor jest z niej bardzo dumny i nic dziwnego.

klamra2

Były więc rozmowy o literaturze dla dzieci i młodzieży - bardzo śmieszne czasem, bo Marcin Pałasz jest niezwykle wesołym człowiekiem. Było też wpisywanie autografów, a także przyjęcie przez autora wykonanego przez dzieci upominku, kojarzącego się bardzo z jego twórczością - jak widać, mowa o Robaku i złotej rybce... ;)

klamra5  klamra6

A na koniec pamiątkowe foty - może spotkamy się jeszcze kiedyś w nowym miejscu?...

klamra8 klamra7

17:20, agnieszka_gil
Link Dodaj komentarz »

Wakacje rozpoczęłam od odwiedzenia Szczecina, dokąd udałam się na zaproszenie do Miasteczka Literackiego, przy trzeciej edycji wręczania nagrody literackiej Gryfia.

gryfia1 gryfia2

Wielką przyjemnością było dla mnie poznanie wreszcie na żywo Barbary Kosmowskiej, która prowadziła moje spotkania autorskie.

gryfia3

W trakcie bardziej i mniej oficjalnych spotkań, widziałam się z wieloma autorami, poznanymi już wcześniej, jak Monika Szwaja, albo z nowymi twarzami, jak Angelika Kuźniak (Papusza) i Małgorzata Rejmer (Bukareszt. Kurz i krew), nominowanymi do tegorocznej Nagrody Literackiej Gryfia 2014

gryfia4 gryfia5

Pośród nominowanych znalazły się także:

Katarzyna Ewa Zdanowicz - Ciemność. Resort SPA
Anna Augustyniak - Kochałam, kiedy odeszła
Anna M. Nowakowska - Dziunia

Laureatką została Małgosia Rejmer:

gryfia6

14:47, agnieszka_gil , Spotkania
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31