sobota, 21 kwietnia 2012

Nie jest tajemnicą, że autorzy odwiedzają fora internetowe, by szukać ewentualnych opinii i komentarzy na temat swojej twórczości. Znam nawet takich, którzy sami takie dyskusje inicjują, co, o ile robią to pod własnym szyldem i nie klonują bytów, nie musi być naganne. A czytanie wpisów forumowiczów może być naprawdę przyjemne. Taki właśnie był wpis Jasmeen (piękny nick, w sam raz do Herbaty ;)), która zgodziła się na skopiowanie swojej opowieści:

jasmeen 20.04.12, 18:11

Będzie epicko. Cierpliwości.

Wczoraj obleciałam pierwsze pół księgarni w centrum Warszawy. Bez skutku. Owszem, niektórzy chętnie chcieli dla mnie zamawiać. Chała, zamówić sobie mogę sama. Wszędzie mówiłam, że "jak to, TAKIEJ książki nie macie??? NAPRAWDĘ?!" i jeśli od poniedziałku wszędzie, gdzie byłam, nie będzie KURY [tytuł roboczy Herbaty z jaśminem - przyp. aut.], to ja pierzem porosnę. Kurzym.

Same-wiecie-gdzie [dystrybutor na E. - przyp. aut.] też byłam. W czterech miejscach. Wszędzie robiłam dym.

Dziś zrobiłam drugą część akcji. W desperacji dotarłam do Matrasu, chociaż po drodze mi nie było. Ale już tak tu natworzyłyście, że ja musiałam mieć KURĘ natychmiast.

W Matrasie książka była na liście (sztuk 5), na półce nie było. Zrobiłam małe przemeblowanie i... znalazłam!!! Z tyłu, schowana, biedna, zapomniana... Zrobiłam paniom w księgarni kilka kąśliwych uwag, w tonie: "jak można świeże i chrupiące bułeczki po kątach chować? Przecież ja tu całą Warszawę zlatałam, a wy chowacie???".

Chwyt marketingowy genialny: nawet gdyby kosztowała drugie tyle, kupiłabym bez zastanowienia.

Czytałam w metrze. Musiałam wysiąść, WYSIĄŚĆ, czujecie to??? W momencie, kiedy Kura wyszła spod prysznica... A Kura-książka też była pod prysznicem, bo złapała mnie ulewa. Pierwsza wiosenna burza...

A potem jechałam autobusem i też musiałam WYSIĄŚĆ. To okropne...

A teraz przylazła córka ze zbiórki i zabrała mi Kurę. Broniłam, ale była silniejsza. I oddaliła się do swojej nory, buuuuu...

Doszło nawet do tego, że Szymborskiej zapomniałam kupić, a miałam Ją już w ręku... Ale odłożyłam na chwilę poszukując Kury. I jak znalazłam, to tak się ucieszyłam, że o Szymborskiej zapomniałam... Wygrać z Szymborską, to jest coś...

12:31, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 marca 2012

Konsekwentnie posługując się retoryką macierzyńską, z radością informuję, że do porodu mojego kolejnego literackiego dziecka pozostało już tylko 18 dni! Zaraz po świętach przyjdzie na świat:

herbata z jaśminem

Zapowiedź można znaleźć na stronie wydawnictwa Nasza Księgarnia:

Rodzinie Martyny daleko do ideału. Dziewczyna nie znajduje w niej oparcia i z zazdrością obserwuje nowych sąsiadów, tak radosnych i szczęśliwych. Ona nie może liczyć na zbyt wiele rodzicielskiej miłości, dlatego akceptacji i ciepła szuka w kontaktach z obcymi.
Jednak nieufność oraz wrodzony pesymizm utrudniają jej tworzenie bliższych więzi, nawet z ludźmi, na których jej zależy…

Czy komuś wreszcie uda się dotrzeć do serca dziewczyny i nauczyć ją optymizmu? A może nawet ofiarować miłość i zapewnić poczucie bezpieczeństwa, o których tak marzy?

Agnieszka Gil opowiada o dojrzewaniu, trudnej sztuce radzenia sobie z własnymi uczuciami oraz umiejętności dostrzegania jasnych stron w życiu.

A dla niecierpliwków kawałek na zachętę - fragment książki czyli. Zapraszam :)

wtorek, 21 lutego 2012

Już niedługo kolejne czytanie i zabawy w bibliotece, tym razem spotkamy się na królewskim dworze. Zapraszam!

 

GILgotki królewskie

13:21, agnieszka_gil , GILgotki
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 stycznia 2012

Gdyby nie Pana wynalazek, wyniki konkursu Cecylkowego nie pojawiłyby się tu pewnie jeszcze przez jakiś tydzień... Tymczasem niecierpliwa (i słusznie!) uczestniczka, nie mogąc się doczekać, wywołała mnie do tablicy przez telefon. No dobra, zatem ogłaszam, że szczęśliwymi laureatkami konkursu z niezwykle tajemniczym, za to przystojnym i niezwykle błękitnookim Marcinem Pałaszem zostały:

 

Katarzyna K. (poczta interia)

Zuzia G. z Warszawy

Ewelina K. z Wrocławia

 

Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję i  proszę o podanie e-mailem adresów.

21:15, agnieszka_gil , Konkursy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 grudnia 2011

Czy ja już nie pisałam, że grudzień jest najdłuższym miesiącem w roku? Pewnie pisałam. Cały ten rok był tak obfity w wydarzenia, że relacje co najmniej połowy z nich nie zostały tu zamieszczone... Przepraszam, lecz nie nadążam! No ale z konkursem musiałam zdążyć, bo to przecież:

Konkurs Noworoczny z Tajemniczym Autorem

Wszystko zaczęło się w środku lasu, kiedy poznałam panią Anię, jedną z konduktorek świetnej wrocławskiej księgarni dla dzieci Pociąg do Bajeczki. To było kilka lat temu, na wakacjach nad Niesłyszem. Okazało się, że świat jest mały i spotkałyśmy się po jakimś czasie, a to spotkanie zaowocowało przemiłymi kontaktami. Jechałam w Pociągu do bajeczki na spotkaniach z maluchami, zabawach matematycznych, wspólnie bawiłyśmy się na Wrocławskim Tanim Książek Czytaniu. Także pod egidą Pociągu bywałam na Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek, niegdyś czytając dzieciom i prowadząc zajęcia w sali zabaw Abecadło, a w tym roku, podczas jubileuszowych XX WPDK , gościłam na ich stoisku ze swoją pierwszą powieścią, a także Światem Matematyki.

To były dwa dni pełne atrakcji nie tylko literackich - przez jakiś czas siedzieliśmy po ciemku, bo światło nawaliło ;) A kiedy tak sobie siedziałam, odwiedzało mnie mnóstwo ludzi: pan Kuba - człowiek z Żółtego Parasola - przemiła Blogerka, wielu Czytelników, wydawców, ilustratorów i oczywiście autorów. Jednym z nich jest przystojniak, który pozwolił się sfotografować:

Marcin Pałasz Agnieszka Gil

A skoro dał się zdjąć, trzeba to dobrze wykorzystać!

Ogłaszam zatem KONKURS: każdy, kto odpowie na pytanie:

Kim jest stojący obok mnie uśmiechnięty Autor wesołych książek?

weźmie udział w losowaniu jednej z trzech ufundowanych przez patrona medialnego - Pociąg do Bajeczki - książki Dobre maniery Cecylki Knedelek autorstwa Joanny Krzyżanek, wyd. Jedność.

dobre maniery cecylki knedelek

Na odpowiedzi wysyłane na adres podany w Kontakcie czekam do 15 stycznia 2012.

A w Nowym Roku wszystkim Czytelnikom blogu, Czytelnikom mojej twórczości i tym wszystkim, którzy przyczyniają się do rozwoju literatury na każdy sposób, życzę spełnienia marzeń, nie tylko literackich, spokoju, siły i powodzenia w realizowaniu zamierzeń i tak po prostu zdrowia i pogody :)

20:34, agnieszka_gil , Konkursy
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 grudnia 2011
Edyta Czeczkova W grudniowym numerze miesięcznika "Pawłowice" ukazał się artykuł na temat akcji podjętej przez telewizję, bank i portal internetowy.
Niestety, nie ukazał się w całości, dlatego dla chętnych wersja krótsza w czasopiśmie na stronie 8, a jeśli ktoś chciałby przeczytać całość, zapraszam poniżej:
poniedziałek, 19 grudnia 2011

Spośród mnóstwa zgłoszeń Sierotka wylosowała dwa nazwiska. Szczęśliwą posiadaczką

została

Ewelina Z. z Trzcinicy

zaś

otrzyma

Szymek J. z Warszawy

 

GRATULACJE!

 

A już za chwilę noworoczny konkurs z Pociągiem do Bajeczki i Cecylką Knedelek.

Nie będzie tak łatwo!

21:01, agnieszka_gil , Konkursy
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 grudnia 2011

Niepostrzeżenie kolejny rok zbliża się do końca, czas na ostatnią tegoroczną zabawę okołoliteracką. Jak wspominałam przed wakacjami, rozpoczęłam nowy cykl zabaw bibliotecznych, tym razem pod wspólnym tytułem GILgotki.

Gilgotki, czyli Agnieszka Gil zaprasza to spotkania z twórcami - spotkania autorskie i warsztaty. Odbywają się w czasie zajęć szkolnych, a zaproszeni goście dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem i twórczością z dziećmi ze szkół znajdujących się w pobliżu filii 36 Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu.

GILgotki sobotnie, to okazja do spotkań tematycznych, podczas których czytam i bawię się z dziećmi przybyłymi wraz z opiekunami. Tym razem Teatralne - zapraszam!

GILgotki w teatrze - zaproszenie

I jeszcze coś - jak się Wam podoba nowy wygląd blogu?

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Paweł Pawlak jest mistrzem ilustracji! Bo te gile spod jego wprawnej ręki wyszły.

22:48, agnieszka_gil , GILgotki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 listopada 2011

Wzorem Marii Krüger cofnęła nas w czasie Magdalena Zarębska – autorka Kaktusa na parapecie – która 16 listopada już po raz kolejny gościła na GILgotkach w filii 36 Miejskiej Biblioteki Publicznej. Wiosną mówiliśmy o tej książce, czytając jedynie fragmenty jeszcze nie publikowane.

GILgotki z Magdaleną Zarębską GILgotki z Magdaleną Zarębską
GILgotki z Magdaleną Zarębską GILgotki z Magdaleną Zarębską

Teraz można już było wziąć do ręki oprawioną w czerwoną okładkę historię pewnego dziesięciolatka, który w tajemniczy sposób, będąc wciąż w tym samym miejscu, znalazł się w innym czasie. Mikołaj znalazł się w swojej, ale jednak zupełnie innej rodzinie, żyjącej w roku 1979, w czasach głębokiej komuny i realiów tak odmiennych od dzisiejszych.
Bo czy obecni uczniowie szkół podstawowych są w stanie wyobrazić sobie życie bez telefonów komórkowych, Internetu, zmywarki, czy ulotek promocyjnych z supermarketów? Ba – w owych czasach nikt jeszcze o supermarketach nie słyszał, a w miejscu E. Leclerka nad Odrą we Wrocławiu można było zobaczyć jedynie gruzy i chwasty.
I jak tu żyć, kiedy, aby wybrać się na grzyby, trzeba najpierw dobrać kalosze spośród wielu par używanych przez rodzinę i znajomych, a po zwykłe spodnie wystać się w długaśnej kolejce?
Przekonał się o tym Mikołaj Szydełko, typowy przedstawiciel dzisiejszej młodszej młodzieży, zajęty szkołą, grami, zajęciami dodatkowymi, który ani nie potrzebował przyjaciół (po co, wszak miał komputer), ani nawet nie miał na nich czasu.
Jak poradził sobie z tym, żyjąc w świecie, gdzie telewizja miała tylko dwa programy, emitowane popołudniami, gdzie brakowało zabawek i wielu podstawowych produktów, a dzieci same musiały sobie wymyślać zabawy i ciekawe zajęcia?
Aby się o tym przekonać, wystarczy... wygrać w konkursie Kaktus na parapecie.

Ale nie tylko – Magda przedstawiła nam też zupełnie świeżutką, zaledwie kilkutygodniową książkę dla sympatyków hippiki i przygód Ida, konie i reszta świata.
Jej akcja toczy się nie tylko poza Wrocławiem, ale i poza granicami naszego kraju. Czy Ida, której rodzinę los rzucił do Francji, poradzi sobie w nowym otoczeniu, pośród zupełnie nieznanych koleżanek, a przede wszystkim bez ukochanych koni? Bo dla niektórych świat poza stajnią mógłby nie istnieć – prawie tak jak dla Autorki i jej córek – wszystkie jeżdżą konno.
Również i o tym będzie szansa się przekonać, wziąwszy udział w GILgotkowym konkursie

kaktus na parapecie GILgotki     Ida konie i reszta swiata GILgotki

Każdy, kto napisze na adres podany w Kontakcie i zatytułuje maila:

KAKTUS CZY IDA?

Weźmie udział w losowaniu jednej z książek autorstwa Magdy Zarębskiej

Na maile (z nazwiskiem i adresem w treści) czekam do 18 grudnia – jest szansa, że książki dotrą do zwycięzców przed Gwiazdką :)

19:37, agnieszka_gil , GILgotki
Link Dodaj komentarz »

Kiedy kobieta spodziewa się dziecka, czeka na jego przyjście na świat, a sam finał odbywa się zwykle w ciągu kilku czy kilkunastu godzin. Wtedy bierze swojego malucha na ręce, ogląda go, przytula, karmi i pielęgnuje. Wcześniej może zobaczyć go jedynie na USG.

Ostatnio czuję się trochę jak ciężarna, której maleństwo już istnieje, widzi jego twarz na ultrasonograficznym zdjęciu, ale na ręce weźmie dopiero w kwietniu. Wtedy i Czytelnicy będą mogli obejrzeć moje najnowsze dziecko. Na razie tylko zdjęcie:

Herbata z jaśminem_Agnieszka Gil

Już nie mogę się doczekać :)

czwartek, 03 listopada 2011

Szczęśliwą laureatką konkursu KOCHAM CZYTAĆ została, wylosowana drobną rączką Sierotki,

 

ANNA B. z Gdańska

 

Gratulacje! Książka ze specjalna dedykacją od Magdy Witkiewicz zostanie wysłana (a przy odrobinie szczęścia może nawet osobiście wręczona!) w najbliższym czasie :)

 

15:53, agnieszka_gil , Konkursy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 października 2011

Gdańsk Kocham Gdańsk. Kiedy byłam tam poprzednim razem, osiem lat temu, wraz z czteroletnią wówczas córką, tak wspaniale spędziłam czas, że odtąd tęskniłam za powrotem do Trójmiasta.
Za jego klimatem, tak bliskim wrocławskiemu, za architekturą, smaczkami, a nawet morzem pufającym pianą na brzeg i piachem w butach.
Spędziłyśmy w Gdańsku półtora miesiąca, udało się więc zwiedzić co niemiara – wspinałyśmy się na najróżniejsze wieże, zjechałyśmy tramwajami i kolejką podmiejską chyba wszystko od Gdańska do Gdyni, pływałyśmy tramwajem wodnym i innymi jednostkami, chłonęłyśmy Trójmiasto wszystkimi zmysłami.

Nic więc chyba dziwnego, że próbowałam choć w części powtórzyć niezwykłe doznania i kiedy w tym roku zawitałam nad Zatokę Gdańską, oszalałam ze szczęścia.
Z jednej strony trochę się bałam, bo czasami wspomnienia wakacyjne niespecjalnie mają się do rzeczywistości, ale tym razem Gdańsk nie zawiódł. Powitał nas – mnie i moją rodzinę – piękną pogodą, która co prawda skończyła się dwa dni później, ale nie w tym rzecz, najważniejsze, że ten urlop przyniósł tyle wrażeń i emocji.

czwartek, 01 września 2011

Miło mi poinformować, że już jutro będą wysłane nagrody do osób, którym poszczęściło się w ostatnim konkursie (bił rekordy ilości zgłoszeń!). Poniżej lista szczęśliwców i książki, które otrzymają:

 

Katarzyna Otłowska - O dzieciach, dla dzieci, Mariola Jarocka

Elżbieta Lepak - Niezwykłe przygody Bartla Renklody, Mariola Jarocka

Magdalena Omelaniuk - Strażniczka Królestw, Adam Węsek

Maria Unold - Dziki szczaw, Agnieszka Gil

 

Zwycięzcom gratuluję! I już zapraszam do polowania na kolejny konkurs, który ogłoszę w niedalekiej przyszłości.

12:07, agnieszka_gil , Konkursy
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 sierpnia 2011

W dniach 26-29 maja 2011 odbyła się kolejna edycja targów DOBRE STRONY literatury we Wrocławiu .
Cały szereg imprez towarzyszących temu wydarzeniu i mnóstwo spotkań autorskich sprawiło, że czasami trudno było wybierać, albo... nie wybierać – niektórzy siedzieli w Rynku przez cztery dni, wyskakując tylko a to na rejs po Odrze z Pływającą Biblioteką, a to na wystawę ilustracji Pawła Pawlaka do książki Gérarda Moncomble na Jatkach, a to na noc w Bibliotece Miejskiej, gdzie kilku autorów polskich prowadziło warsztaty dla dzieci, a to po prostu na lody do Witaminki.

Przeskoczyć przez ogień - okładka Do cukierni wybrałam się i ja, zabierając ze sobą jednego z pisarzy, który przyjechał do nas ze Śląska – to Romuald Pawlak (www.romek-pawlak.pl), autor książek s-f, ale także dla dzieci i młodzieży. Zgarnęłam go ze stoiska wydawnictwa Akapit Press, gdzie podpisywał Czapkę Holmesa, Przeskoczyć przez ogień i Lenę w chmurach. Co może robić dwoje pisarzy przy kawce? Rozmawiać o literaturze, oczywiście:

Agnieszka Gil: Wiesz, że niektórzy wrocławianie kochają cię za fontannę z krasnalami?

Romek Pawlak: (śmiech) Nie mnie, ale w sumie dobrze, że jest za co kochać Pawlaków.

Oczywiście wiemy, że autorem krasnali przed Teatrem Lalek jest Paweł Pawlak, wrocławski grafik, choć nie tylko, bo czasem pisze dla młodszych dzieci. A ty jesteś autorem książek dla dorosłych, choć od niedawna wziąłeś się za literaturę dla młodzieży.
Nigdy nie byłeś młodą dziewczyną – jak sobie radzisz ze zrozumieniem nastoletniej, dziewczęcej duszy?

wtorek, 09 sierpnia 2011

Zielona wyspa – czyli zwiedzamy Ogród Botaniczny

Rzeźbiona szyszka
Ogród Botaniczny – od wiosny do jesieni pełen rodziców z dziećmi, zakochanych w każdym wieku, uczniów.
Ciekawe co tym razem zastaniemy tam oprócz znanych już wielkich drewnianych kasztanów i orzechów, rzeźbionych szyszek i pięknie zagospodarowanej przestrzeni.

Ogród to nie tylko rośliny, ale również woda.
Tamtejszy staw to dawna odnoga Odry odcięta od macierzy, pełna kładek, pomostów i fontann.

Zdradzę Wam tajemnicę – znają tylko ci, którzy słyszeli o porwaniu Balonika.
Otóż na wyspie pośrodku Ogrodu Botanicznego sypia wiatr. Pewnego razu wrocławski wietrzyk-łobuziak porwał żółtego Balonika, który wraz ze swoim Chłopcem przyjechał do Wrocławia.
Wiatr szalał z nim nad miastem, wreszcie strudzony usnął na swojej wyspie. Balonik rozsupłał sznurek i uwolniwszy się umknął wiatrowi, taki był z niego spryciarz!

Z tyłu szopki, czyli Bulwar Włostowica

Przekraczamy kanał Odry, wchodząc na czerwieniejący świeżą farbą Most Piaskowy. Po lewej stronie widać Uniwersytet Wrocławski.
Gdyby to była zima, poszlibyśmy prosto ulicą św. Jadwigi, aby trafić do ruchomej szopki w kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny na Piasku, od kilkudziesięciu lat miejsca uciechy malców – bo któż nie lubi kolorowych zabawek i aniołów kiwających głową po wrzuceniu monety?
Tymczasem skręcamy w prawo, na Bulwar Włostowica obejmujący tył kościoła i dawnego klasztoru augustianów.
Tu znajduje się przystań dla Mai i Gucia, małych statków wycieczkowych. Po prawej miejsce po Złotej Kaczce i przystań dla większych statków. Gdzieś tam jeden z wrocławskich krasnali pierze skarpetki.
Widać Most Pokoju i wizytówkę Wrocławia, Most Grunwaldzki, oraz nabrzeża ostrowia porośnięte zielonymi pnączami i strzeliste wieże katedry.

Most Tumski Przemijają konkursy, znikają różne treści z sieci - a szkoda, bo konkurs Cappy ogłoszony dwa lata temu we współpracy z serwisem internetowym dla rodziców był świetną inspiracją dla matek i ojców, którzy wraz z pociechami albo zmuszeni byli tkwić latem w mieście, albo wyjeżdżali w nieznane sobie miejsca, w których nie zawsze wiadomo co robić i jak spędzać czas.
Wiele tras spacerowych, opisywanych i przesłanych przez rodziców z różnych części Polski, zniknęło ze strony internetowej eDziecko.pl, mój spacerownik również. Ale byłam sprytna i zostawiłam sobie kopię ;) Zapraszam zatem na spacer po Wrocławiu.

Lornetka, aparat fotograficzny, coś do picia i na przekąskę, bańki mydlane – ruszamy w miasto. Ach, jeszcze wygodne buty – przydadzą się szczególnie podczas wspinaczki na pewną wieżę i spaceru po żwirowych alejkach.
Do okolic Urzędu Wojewódzkiego dojeżdżamy tramwajem lub autobusem, jak komu wygodnie i już zagłębiamy się miły cień parku... Potem będzie wędrówka brzegiem Odry, aż do najstarszej dzielnicy Wrocławia, pełnego uroku Ostrowia Tumskiego.
Przed nami około dwie godziny spaceru – a może i więcej? To zależy ile czasu spędzimy oglądając różne różności po drodze. Gotowi? Marsz!

piątek, 22 lipca 2011

15 czerwca w bibliotece dla dzieci filia 36 we Wrocławiu odbyło się kolejne spotkanie z cyklu GILgotki, czyli Agnieszka Gil zaprasza. Trochę nietypowe, bo tym razem „gościł” tam wydawca, a konkretnie warszawskie Wydawnictwo TELBIT podczas gdy zazwyczaj zapraszam twórców związanych z literaturą – pisarzy i ilustratorów, choć nie tylko.

filip GILgotki

Uczniowie dwóch klas ze SP 78 poznali proces wydawniczy od pomysłu do momentu, kiedy książka trafia na półki księgarni i poznali kilka powieści wydanych przez TELBIT, które można wypożyczyć w bibliotece. Pośród nich Filip Szalony Lecha M. Jakóba – ma ona nie tylko ciekawą fabułę, ale i kilka podpowiedzi dla przyszłych młodych pisarzy, a okazuje się, że jest ich wcale niemało pośród młodzieży. Muszę przyznać, że było to jedno z sympatyczniejszych spotkań, którego zupełnie niepotrzebnie trochę się bałam – do rozmów literackich z dziećmi jestem przyzwyczajona, lecz młodzież to inna sprawa. Ale okazało się, że było naprawdę świetnie, a młodzież poprosiła o... przeczytanie mojej bajki ze zbioru Wesołe historie

sobota, 02 lipca 2011

Ferdinand Julius Cohn Przemierzam kolejne alejki. Czyste, zamiecione, czy wygrabione. Groby, między które nie należy wchodzić, w większości pokryte są bluszczem, z trudnymi lub niemożliwymi do odczytania napisami.
Czas zatarł ślad po ludziach, często informacje o tym, że byli tu grzebani, znajdowano w nekrologach w gazetach z tamtych czasów, w pamiętnikach, literaturze historycznej, listach.
Przy użyciu wszelkich dostępnych sposobów, próbowano ich odnaleźć, wskrzesić dla pamięci potomnych - nie tylko Żydów – galerię postaci tak ważnych dla rozwoju tego miasta i regionu.
Pośród nich wielu naukowców i lekarzy – do najbardziej zasłużonych należy profesor Uniwersytetu Wrocławskiego Ferdinand Julius Cohn, dyrektor założonego przez siebie Instytutu Fizjologii Roślin, znany m. in. z tego, że jako pierwszy potraktował bakterię jak roślinę, a nie zwierzę.
Jemu też miasto zawdzięcza rośliny w Parku Południowym, których doborem się zajmował. Poza tym był właścicielem kilku wrocławskich kamienic i banku na rogu pl. Solnego.

Zimno, otulam się mocniej szalem i wędruję przez cmentarz, rozglądając się na boki. Sama nie wiem, w którą stronę najpierw patrzeć, tyle tu ciekawych nagrobków, mogił niezwykłych ludzi.
Otoczony jest murem – i to nie jednym – zgodnie z przepisami, bardziej rozbudowane nagrobki nie mogły stać wolno. Widać, że cmentarz się rozrastał, bo okalają go aż trzy mury. Gdy zaczynało brakować miejsca, wtedy kupowano kolejne działki i otaczano całość następnym parkanem.

Wrocław ma tysiąc lat. To miasto jest swoistym tyglem kulturowym, wyznaniowym, narodowościowym – mieszkali tu, oprócz Słowian, Niemcy, Czesi, Łużyczanie, Morawianie.
Od bardzo dawna, bo od XIII wieku, kiedy żyli tu pod opieką śląskich Piastów, zamieszkiwali go Żydzi. Ich wpływ na nasze miasto trudno jest pomijać.
Pochodzą z obszaru nazywanego dzisiaj Izraelem. Każdej wiosny obchodzą Paschę i, aby wszystkie dzieci wiedziały jakie jest znaczenie tego święta, podczas wieczornej uczty czyta się specjalną księgę – to Hagada, pieśń opowiadająca o życiu i wierze narodu żydowskiego.
I właśnie pod nazwą Hagada, na starym cmentarzu żydowskim odbyło się w pewien październikowy dzień spotkanie grupy młodzieży z Domu Edyty Stein.

mapka Młodzież dostała mapki i zadania do wykonania, a ja zagłębiłam się w jesienne alejki, zielone od bluszczu spowijającego część nagrobków, kolorowe od liści, które już zaczęły pokrywać złotem to niezwykłe miejsce.
Warto zwrócić uwagę na jego wyjątkowość, bo to jedyna ocalała nekropolia wrocławska z przełomu XIX i XX wieku – kirkut otwarto w 1856 roku, a ostatni pochówek odbył się w 1942. To jeden z czterech istniejących na przestrzeni wieków – jest jeszcze jeden cmentarz żydowski we Wrocławiu, czynny do dziś, przy ul. Lotniczej, ale jest on dużo młodszy.
Tu zaś, przy ul. Ślężnej, widać wyraźnie, jak ważna była ta grupa, zamieszkująca nasze miasto – tradycyjne proste macewy, ale i bogate, rozbudowane nagrobki świadczą o majętności i wpływach tej społeczności.
Chowano tu i bogatych, i biednych, mężów stanu, osoby wybitne i przeciętne, urzędników, artystów, wojskowych i robotników.

niedziela, 29 maja 2011
Kochani Czytelnicy, Dzieci i Rodzice, już prawie trzy lata minęły, odkąd spotykamy się w bibliotekach i domach kultury, by brombować - cieszyć oko i ucho dobrą literaturą i ilustracją, wspólnie bawić się i uczyć, albo po prostu miło spędzać sobotnie przedpołudnia.

Nadszedł jednak czas na małą odmianę, a do konkretnie zamknięcie cyklu Brombowań.

piątek, 20 maja 2011
piątek, 06 maja 2011

Czasami w życiu, albo na forum internetowych z udziałem autorów, rozpętują się dyskusje czy pisać, albo po co to robić? Ilu autorów, tyle przyczyn, doświadczeń, powodów przed debiutem - i po. Jedno wiem - czasami człowiek musi...

Nie ma powodu teraz analizować moich uczuć przed pierwszą publikacją, za to pomyślałam, że stworzę sobie tutaj taką notkę, która w ewentualnych chwilach zwątpienia będzie napawała mnie optymizmem, przypominała, że to, co napisałam wciąż "się czyta", a sama twórczość potrafi komuś uprzyjemnić zimowy wieczór, urlop, albo... spowodować, że bardziej polubi swoje imię. Tak było z Łucją Drab, która wysłała do mnie list takiej treści:

Witam!
Mam na imię Łucja. I chyba dlatego też piszę. Może krótkie wyjaśnienie:
Byłam ostatnio w bibliotece (moim ulubionym miejscu w Radomiu) i kiedy podałam pracującej tam pani kartę biblioteczną powiedziała, że czytała ostatnio książkę o pewnej Łucji i bardzo spodobało jej się to imię. Zaintrygowała mnie, ponieważ nigdy dotąd nie spotałam się, aby główną bohaterką książki była dziewczyna o moim imieniu. Czasem ludzie prosili, abym je powtórzyła, bo nigdy go nie słyszeli. Zapytałam o tytuł, ale pani nie pamiętała. Po wyjściu z biblioteki zatrzymałam się, aby poszukać swojej wizytówki, chciałam ją zostawić, aby w razie czego mogła mi ta miła pani wysłać tytuł. Kiedy tak szukałam wybiegła z biblioteki z jakąś zieloną książką. Woła: "Mam... to ta...". Wypożyczyłam i przeczytałam w dwa dni :) I wie Pani co? Jeszcze bardziej polubiłam swoje imię. Poza tym, że bardzo podobała mi się książka i miałam niewymowną nadzieję, że gdzieś jest jej dalsza część, to sprawiła mi Pani nią dużo radości. Dziękuję(...)
 

A to od pani Małgosi, która tej zimy była na kilkudniowym wyjeździe na nartach:

dziki szczaw zimą

10:06, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31