Inne

piątek, 04 grudnia 2015

W połowie października, na dzień przed wyjazdem do Siedlec, zdążyłam jeszcze spotkać się ze słuchaczami Radio Wrocław Kultura. Audycję prowadzili Łukasz Śmigielski i Jacek Antczak:

 

sobota, 14 lutego 2015

Można obchodzić walentynki bokiem, można ich nie akceptować, bo mamy swoje andrzejki i katarzynki, można nie kupować komercyjnego "święta" pełnego słodkich albo pluszowych serduszek.
Ale warto zajrzeć na Kocham Wrocław i przeczytać zilustrowane fotografią Joanny Palczewskiej opowiadanie o tym, co wydarzyło się, a może tylko mogło wydarzyć,  w pewien lutowy dzień na wrocławskim Ostrowiu Tumskim.

walentynki wrocław

Wieże katedry z trudem cięły gęstą mgłę spowijającą okolicę. Wata otuliła wszystko, nie pozwalając widzieć dalej, niż na wyciągnięcie ręki, dlatego nie dało się zauważyć postaci stojącej w oknie wychodzącym na Ostrów Tumski. Nikt nigdy dotąd jej nie widział...
Mężczyzna ów zbliżył twarz do szyby, rozpłaszczając niemały nos, i usiłował wypatrzeć cokolwiek.
„Nic a nic – pokręcił głową – mleko. Przydałoby się tu stado aniołów, niechby pomachały skrzydłami, rozgoniły tę mgłę...”
Lecz anioły jeszcze spały.
A on nie był śpiący. Tego dnia, jak rzadko, zerwał się przed świtem, targany snami pełnymi hałasu, szczęku zbroi i mężczyzn w czerwonych tunikach. Ich głowy osłaniały metalowe hełmy, umięśnione torsy chowały się pod pancerzami. Kręcił się i przewracał z boku na bok, usiłując wyrwać się z okowów snu, gwałtownie przebierał nogami, co z boku musiało wyglądać dość zabawnie, nawet jak na człowieka w tak dojrzałym, by nie rzec podeszłym wieku. Nie udało mu się obudzić, jednak wojownicy gdzieś znikli – znalazł się w parku czy ogrodzie, pośród niskich krzewów, między którymi przechadzały się ubrane w powłóczyste szaty kobiety. Uśmiechnął się przez sen i westchnął z ulgą – o wiele przyjemniej było widzieć delikatne kształty i misternie fryzowane włosy, niż dzikie postaci ryczących mężczyzn.
Znów podszedł do okna. Słońce, którego można było się tylko domyślać za niskimi chmurami zalegającymi całe niebo, chyba już wstało, bo w powietrzu pojaśniało i mgła zaczęła się robić przejrzysta. Pomału wyłaniały się z niej kształty katedry i niskich zabudowań wokół niej. Jezdnie brukowanych kostką uliczek zalewał jeszcze mętny budyń, ale pośród wszechogarniającej szarości, zaczynał już zielenieć szmaragdowy most.
W takie dni – jeszcze zimowe, ale już niosące zapowiedź nadchodzącej wiosny, zasypane mokrym śniegiem, parującym w ogarniającym świat cieple – czas płynie inaczej niż zwykle. Błądząc na granicy snów i jawy, sam nie wiedział kiedy nadeszło południe. Znów zbliżył się do okna i otworzył je na oścież. Resztki mgły stopiły się w świetle dnia, odsłaniając wyraźnie wszelkie zakamarki dzielnicy widocznej przez okno, zielone przęsła mostu i kamienne figury stojące na jego straży. Dawno nie wyglądał na tę stronę, dlatego zdziwił go widok wielu kłódek zamkniętych na każdym szczeblu stylizowanej barierki, nawet w dziurach po pociskach jeszcze z wojny! Z tej ostatniej... Zadrżał i znów przed oczami stanął mu widok walczących mężczyzn. Tych samych, którzy po walce chronili się w lasach i ogrodach, głos ich stawał się ciepły, ruchy bardziej miękkie, by nie przestraszyć kobiet w sandałach na drobnych stopach. Wspólnie bawili się rysowaniem kształtów ryb na piasku.
Szerzej rozsunął skrzydła okienne i wychylił się w stronę mostu. Kłódek było tysiące, a na każdej wyryto napis. Duśka i Paweł, K+M 12 lat, Ruda i Mario, Na zawsze razem... Uśmiechnął się i pokiwał głową – a więc i tutaj dotarł ten zwyczaj? A przecież dopiero co Most Tumski zdobiły jedynie dziury po kulach i pajęczyny!
Pamiętał, że jakiś czas temu przychodził tu chłopak. Stał na moście, długo wpatrując się w wodę, nie okazywał zniecierpliwienia, jeśli wzdychał, to samym sercem. On wiedział, że chłopakowi nie jest łatwo, więc kiedyś przysłał tu tę dziewczynę. Podsunął jej myśl o krojonej bułce, w sam raz dla żebrzących pod mostem kaczek. Obserwował przez to samo okno, co dziś, jak między nimi przepływa niewidoczna gołym okiem fala, nie taka zwykła jak z Odry...
Dziewczyna była śliczna, smukła, z przyjemnością patrzył, kiedy przybiegała na spotkania z chłopcem. Zbliżali się do siebie, tupiąc po kostkach szmaragdowego mostu.
Później widywał ją od czasu do czasu, nie biegała już, lecz kroczyła spokojnie, pchając przed sobą wózek, nad którym pochylała się z wielką miłością.
Potem przestała przychodzić.
Zapomniał o niej, wyglądał przecież także przez inne okna, obserwując nieświadomych tego przechodniów. Przez jedno z nich widywał płonące serca. W późnozimowe dni ludzie lubili układać palące się świece w kształt serc – czekał przy oknie zawsze do czasu, aż wszystkie zgasły. Z innego okna widział unoszące się na wietrze kartki, niektóre przycięte w formę serca. Kartki były ciężkie, przy silniejszych podmuchach sypał się z nich ciepły, czerwony pył, nieraz z kopert wylatywał mały, srebrny lub błękitny kluczyk. Pozbywszy się balastu leciały wyżej i dalej.
Trwał w zamyśleniu, aż z zadumy wyrwał go dźwięk toczących się kół. Może to ta dziewczyna z wózkiem, której tak dawno tu nie było? Przybliżył się do okna – to chyba ona! Ale... Nie, niemożliwe.
Niemożliwe?
Po moście powoli przesuwała się kobieca postać w długim płaszczu, okutana wełnianą chustą. Kosmyki włosów wydostające się spod szala lśniły szronem, ale sylwetka pozostała tak samo prosta i szczupła co – ile to już lat temu?!
Jak wtedy pchała przed sobą wózek, nad którym pochylała się z miłością. Jednak ten miał wielkie koła, a pasażer w żaden sposób nie przypominał niemowlęcia – był starym człowiekiem, zawiniętym w szal, który kobieta troskliwie poprawiała. Zatrzymała wózek na środku i coś powiedziała do towarzysza. Zbyt cicho, by można było usłyszeć. Po chwili roześmiali się oboje, a on chwycił jej małą dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę i przytulił do pomarszczonego policzka. Pogłaskała go po wełnianej czapce. Zapatrzyli się na powierzchnię wody i trwali tak, póki wiatr nie przypomniał sobie, że czas wygonić spacerowiczów do domu. Zimnymi podmuchami rozpędził ich do ciepłych domów, ale starszej pani pomógł trochę pchać nielekki wózek.
– Walenty – rozległo się wołanie gdzieś z głębi domu. – Walenty, na miłość Moją, zamknijże już to okno, przeciąg!
Zamknął, ale przez szybę patrzył jeszcze długo na mgłę, znów zstępującą na wrocławski Ostrów Tumski.

piątek, 02 maja 2014

Jadę do Warszawy - majówka to bardzo dobry czas na podszlifowanie warsztatu i nauczenie się czegoś nowego. A stęsknionym Czytelnikom zostawiam do posłuchania wywiad, który emitowany był w płockim radio 5 marca 2014.

 

 

00:40, agnieszka_gil , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 kwietnia 2014

Ogłoszono wyniki kolejnej edycji konkursu wortalu Granice.pl
Najlepsza Książka na Wiosnę 2014

książka na wiosnę układ nerwowy

Decyzją jury w kategorii literatura piękna - proza polska laureatem został

Układ nerwowy!

układ nerwowy mały

Szczególne miejsce w plebiscytach organizowanych przez redakcję serwisu Granice.pl zajmuje literatura piękna polskich i zagranicznych autorów. Rywalizują oni w kategoriach prozy polskiej i obcej. Za najbardziej interesującą polską powieść jurorzy uznali Układ nerwowy Agnieszki Gil (Wydawnictwo Nasza Księgarnia). 

Książka ta to nie tylko obraz alkoholika i jego przypadłości. To przede wszystkim analiza choroby oraz sytuacji wszystkich jej ofiar. Problem głównego bohatera dotyka przede wszystkim jego żonę i dziecko, dopiero na dalszym planie jest on, a potem reszta rodziny i znajomi. Autorka ukazuje ten koszmar z wielu perspektyw (alkoholik, żona, dziecko, matka, kolega, znajoma itd.), ujawniając tym samym emocje i stany, w których każdy z bohaterów się znajduje. Na pierwszym miejscu w Układzie nerwowym jest Magdalena – symbol ofiary męża-alkoholika. Pisarka poświęciła tę książkę wszystkim Magdalenom - tym, którzy zmagają się z uzależnieniem bliskiej osoby - czytamy w recenzji powieści.

Lista wszystkich nagrodzonych książek TUTAJ.

20:59, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (6) »
piątek, 27 lipca 2012

Pomyślisz, że jestem wariatką, ale musiałam kupić drugą Herbatę z jaśminem ;) Swojej zapomniałam z domu, a wolny czas we Wrocławiu spędzam na tropie miejsc z książki.

Patrycja

 

Dzień później:

Nawet nie masz pojęcia, jaką fajną wycieczkę rowerową mi zrobiłaś :))) Będą foty. Pozdrawiam z Kładki Zwierzynieckiej!

Patrycja

 

A oto fotorelacja Patrycji:

http://nowajasmeen.blogspot.com/2012/08/migawki-wrocawia-sladami-kury.html


00:14, agnieszka_gil , Inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2012

Wrocław to piękne miasto. Wspaniała i zadbana przedwojenna zabudowa nadaje miastu niepowtarzalny klimat. Przepiękne Stare Miasto z zabudową datowaną na XVIII wiek. Rynek tętniący życiem z wieloma pełnymi uroku kafejkami i miejscami, w których można odpocząć i nabrać sił na dalszą wędrówkę. Pośrodku Rynku ratusz - jeden z najpiękniejszych zabytków gotyckiej architektury mieszczańskiej w Europie Środkowej. W jego  wnętrzach znajduje się Muzeum Historyczne, a w południowej fasadzie ratusza widoczne jest zejście do słynnej Piwnicy Świdnickiej. Nad jej wejściem przestroga - rzeźba pachołka z dzbankiem i mieszczki oczekującej go z trzewikiem w dłoni. Kamieniczki na rynku wrocławskim mają swoją historię i swoje bajeczne nazwy, np. Jaś i Małgosia czy Pod Złotym Słońcem. Rozpoznawalna przez wszystkich szklana fontanna rozpoznawalna chyba przez wszystkich odwiedzających Wrocław. Rynek i starówka wrocławska to na pewno godne polecenia miejsce. Ja osobiście polecam jeszcze wrocławskie zoo, które po przebudowie i remoncie jest miejscem przyjaznym nie tylko dla ludzi. Dużo otwartej przestrzeni gdzie można dotykać,głaskać,a nawet karmić zwierzęta. Daje ono schronienie 800 gatunkom zwierząt, co pozwala nam spędzić i obcować z naturą przez wiele godzin. Gdy pojechałam do Wrocławia w lipcu ubiegłego roku po dwudziestoletniej nieobecności, to muszę przyznać, że nie dowierzałam, iż tak bardzo na plus mogło zmienić się to miasto.


Poczuliście się zachęceni do zaprzyjaźnienia się z Wrocławiem? Jeśli tak, to nikt chyba się nie dziwi, że autorka tej właśnie wypowiedzi otrzymała od redakcji miesięcznika Pawłowice Herbatę z jaśminem, która - podpisana Specjalnym Piórem do Autografów i Dedykacji otrzymanym od Zaprzyjaźnionych Czytelniczek - pewnie piastowana jest już w objęciach

Joli P. ze Szczecina

Gratulacje i miłej lektury!

pióro do autografów

A już za kilka dni kolejna możliwość otrzymania dwóch egzemplarzy

Herbaty z jaśminem - czuwajcie!

17:44, agnieszka_gil , Inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 maja 2012

Majowy numer wrocławskiego czasopisma daje szansę Czytelnikom na uzyskanie egzemplarza Herbaty z jaśminem - zapraszam do lektury recenzji autorstwa Dominiki Piechowicz z Pawłowic str. 6 i zmierzenia się z tematem:

Mam córkę. Jeszcze jest mała, na razie jej książki pełne są obrazków, a rozdziały krótkie – czyta bardzo dobrze, jak na swój wiek, ale na grube, smakowite powieści, jeszcze jest za wcześnie. Na półce już drży w oczekiwaniu na nową czytelniczkę klasyka literatury dziewczęcej, ale się martwię, czy to, co ja kochałam ćwierć wieku temu, nie okaże się dla niej zbyt staroświeckie.

Nie mam obaw co do zawartości drugiej półki, dla nastolatki. Stoją tam powieści wydane w latach dziewięćdziesiątych przez Filipinkę, napisane specjalnie dla jej czytelniczek: o realnym życiu i realnych problemach dorastających dziewcząt końca XX wieku. Filipinka była „pismem dla dziewczyn z klasą” i takie są te książki – to jest mój probierz jakości. Przez ostatnich kilkanaście lat dostawiałam tam regularnie nowsze powieści, teraz dołączy Herbata z jaśminem Agnieszki Gil.

To nie jest książka z gatunku „lekka, łatwa i przyjemna”. Wręcz przeciwnie – lektura wymaga siły, żeby wraz z bohaterką zmierzyć się z nieprzyjemną rzeczywistością, w jakiej żyje. Notka na okładce zapowiada, że „rodzinie Martyny daleko do ideału”, ale to delikatny eufemizm. Powiedzmy wprost: Martyna wychowuje się w rodzinie alkoholików, ze wszystkimi tego konsekwencjami – mieszka w brzydkim mieszkaniu, brudnym i zaniedbanym, a pieniędzy w domu niewiele. Jak zresztą mogłoby być inaczej, jeśli czteropak piwa jest nieodłącznym elementem przygotowań do wieczerzy wigilijnej? Do tego jeszcze namolny adorator, nowa szkoła i oto mamy punkt wyjścia do opowieści o Martynie Kruk, zwanej Kurą.

Czarna ta Kura: czarne włosy, czarne ubrania i czarne myśli. Chłopak, który zainteresował się Kurą w nowej szkole, też ubiera się na czarno, ale – paradoksalnie – to on zainicjuje drogę Kury na jaśniejszą stronę życia. Zaczyna od srebrnej koperty z zaproszeniem na wycieczkę odpowiednią dla księżniczki, do pałacu. Ekscentrycznie, romantycznie, ale czuję, że nie tylko dlatego Autorka skierowała młodych do dawnej rezydencji królów pruskich i z zaangażowaniem opisała, co ich poruszyło. Kurę zachwyciła stylizowana na gotyk sala o błękitnym suficie w złote gwiazdy. Rozbawiło krótkie łoże Fryderyka Wilhelma III. A potem Kura obraziła się na Leona i o kolejnych miejscach wiemy tylko tyle, że są: atelier fotograficzne, sala poświęcona tramwajom...

Węszę tu jakiś głębszy zamysł Autorki: „Cudne rzeczy mamy we Wrocławiu, przyjedź, Czytelniku, i zobacz wszystko na własne oczy, zamiast zdawać się na moje opisy”. Bo nie tylko Muzeum Miejskie pojawia się w Herbacie z jaśminem, ale i Most Tumski, i Ścieżka Poezji, i „Złota Kaczka” – zabytkowa barka. Widać między wierszami, że Agnieszka Gil kocha swoje miasto i mogłaby sparafrazować Broniewskiego:

     „Piękny jesteś, Wrocławiu,
     skąd wzięłam skrzydła do lotu”.

Niemniej nie jest to książka o tym, jak dwie czarno ubrane postacie spacerują po Wrocławiu. W życiu Kury wiele się dzieje. Przyjaciółka ma problemy. Do domu naprzeciwko wprowadza się rodzina wyglądająca tak słodko, że aż nie można odwrócić wzroku z obrzydzeniem. Hobby, z którego Martyna miała już zrezygnować, sprawia, że jest z kim pić herbatę z jaśminem. Jest jeszcze babcia i prababcia. I szkoła. I rodzinna tajemnica. Taka, o której się mówi: „Nie wiedziałam, choć powinnam była się domyślić”*. Wszystko na przemian komplikuje się i prostuje – jak to w życiu.

Nie jest przyjęte, aby w recenzji zdradzać zakończenie, a ono było jednym z czynników, które zadecydowały o tym, że Herbata z jaśminem trafi na półkę z książkami Filipinki. Nie jest to słodkie „I żyli długo i szczęśliwie”. Martyna mogłaby się raczej podpisać pod słowami Broniewskiego:

     „Jestem księga
     otwarta w przyszłość"**

 

* s. 341
** fragment poematu Mazowsze

 

 

Spośród Czytelników, którzy do końca maja 2012 napiszą na adres:

pawlowice@artserwis.pl


i odpowiedzą na pytanie:

           Które miejsce Wrocławia wydaje im się szczególnie godne polecenia gościom spoza miasta?

Redakcja wybierze jedną odpowiedź, a jej autor otrzyma egzemplarz Herbaty z jaśminem ze specjalną dedykacją od Autorki.


11:46, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Z największą przyjemnością skonstatowałam, że - po otrzymaniu, a następnie przyjęciu zaproszenia z rąk pani prezes Marii Kulik - zostałam wcielona w poczet członków Polskiej Sekcji IBBY - Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych. Niezwykle mi miło :)

23:17, agnieszka_gil , Inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 kwietnia 2012

Nie jest tajemnicą, że autorzy odwiedzają fora internetowe, by szukać ewentualnych opinii i komentarzy na temat swojej twórczości. Znam nawet takich, którzy sami takie dyskusje inicjują, co, o ile robią to pod własnym szyldem i nie klonują bytów, nie musi być naganne. A czytanie wpisów forumowiczów może być naprawdę przyjemne. Taki właśnie był wpis Jasmeen (piękny nick, w sam raz do Herbaty ;)), która zgodziła się na skopiowanie swojej opowieści:

jasmeen 20.04.12, 18:11

Będzie epicko. Cierpliwości.

Wczoraj obleciałam pierwsze pół księgarni w centrum Warszawy. Bez skutku. Owszem, niektórzy chętnie chcieli dla mnie zamawiać. Chała, zamówić sobie mogę sama. Wszędzie mówiłam, że "jak to, TAKIEJ książki nie macie??? NAPRAWDĘ?!" i jeśli od poniedziałku wszędzie, gdzie byłam, nie będzie KURY [tytuł roboczy Herbaty z jaśminem - przyp. aut.], to ja pierzem porosnę. Kurzym.

Same-wiecie-gdzie [dystrybutor na E. - przyp. aut.] też byłam. W czterech miejscach. Wszędzie robiłam dym.

Dziś zrobiłam drugą część akcji. W desperacji dotarłam do Matrasu, chociaż po drodze mi nie było. Ale już tak tu natworzyłyście, że ja musiałam mieć KURĘ natychmiast.

W Matrasie książka była na liście (sztuk 5), na półce nie było. Zrobiłam małe przemeblowanie i... znalazłam!!! Z tyłu, schowana, biedna, zapomniana... Zrobiłam paniom w księgarni kilka kąśliwych uwag, w tonie: "jak można świeże i chrupiące bułeczki po kątach chować? Przecież ja tu całą Warszawę zlatałam, a wy chowacie???".

Chwyt marketingowy genialny: nawet gdyby kosztowała drugie tyle, kupiłabym bez zastanowienia.

Czytałam w metrze. Musiałam wysiąść, WYSIĄŚĆ, czujecie to??? W momencie, kiedy Kura wyszła spod prysznica... A Kura-książka też była pod prysznicem, bo złapała mnie ulewa. Pierwsza wiosenna burza...

A potem jechałam autobusem i też musiałam WYSIĄŚĆ. To okropne...

A teraz przylazła córka ze zbiórki i zabrała mi Kurę. Broniłam, ale była silniejsza. I oddaliła się do swojej nory, buuuuu...

Doszło nawet do tego, że Szymborskiej zapomniałam kupić, a miałam Ją już w ręku... Ale odłożyłam na chwilę poszukując Kury. I jak znalazłam, to tak się ucieszyłam, że o Szymborskiej zapomniałam... Wygrać z Szymborską, to jest coś...

12:31, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 grudnia 2011
Edyta Czeczkova W grudniowym numerze miesięcznika "Pawłowice" ukazał się artykuł na temat akcji podjętej przez telewizję, bank i portal internetowy.
Niestety, nie ukazał się w całości, dlatego dla chętnych wersja krótsza w czasopiśmie na stronie 8, a jeśli ktoś chciałby przeczytać całość, zapraszam poniżej:
sobota, 13 sierpnia 2011

W dniach 26-29 maja 2011 odbyła się kolejna edycja targów DOBRE STRONY literatury we Wrocławiu .
Cały szereg imprez towarzyszących temu wydarzeniu i mnóstwo spotkań autorskich sprawiło, że czasami trudno było wybierać, albo... nie wybierać – niektórzy siedzieli w Rynku przez cztery dni, wyskakując tylko a to na rejs po Odrze z Pływającą Biblioteką, a to na wystawę ilustracji Pawła Pawlaka do książki Gérarda Moncomble na Jatkach, a to na noc w Bibliotece Miejskiej, gdzie kilku autorów polskich prowadziło warsztaty dla dzieci, a to po prostu na lody do Witaminki.

Przeskoczyć przez ogień - okładka Do cukierni wybrałam się i ja, zabierając ze sobą jednego z pisarzy, który przyjechał do nas ze Śląska – to Romuald Pawlak (www.romek-pawlak.pl), autor książek s-f, ale także dla dzieci i młodzieży. Zgarnęłam go ze stoiska wydawnictwa Akapit Press, gdzie podpisywał Czapkę Holmesa, Przeskoczyć przez ogień i Lenę w chmurach. Co może robić dwoje pisarzy przy kawce? Rozmawiać o literaturze, oczywiście:

Agnieszka Gil: Wiesz, że niektórzy wrocławianie kochają cię za fontannę z krasnalami?

Romek Pawlak: (śmiech) Nie mnie, ale w sumie dobrze, że jest za co kochać Pawlaków.

Oczywiście wiemy, że autorem krasnali przed Teatrem Lalek jest Paweł Pawlak, wrocławski grafik, choć nie tylko, bo czasem pisze dla młodszych dzieci. A ty jesteś autorem książek dla dorosłych, choć od niedawna wziąłeś się za literaturę dla młodzieży.
Nigdy nie byłeś młodą dziewczyną – jak sobie radzisz ze zrozumieniem nastoletniej, dziewczęcej duszy?

piątek, 06 maja 2011

Czasami w życiu, albo na forum internetowych z udziałem autorów, rozpętują się dyskusje czy pisać, albo po co to robić? Ilu autorów, tyle przyczyn, doświadczeń, powodów przed debiutem - i po. Jedno wiem - czasami człowiek musi...

Nie ma powodu teraz analizować moich uczuć przed pierwszą publikacją, za to pomyślałam, że stworzę sobie tutaj taką notkę, która w ewentualnych chwilach zwątpienia będzie napawała mnie optymizmem, przypominała, że to, co napisałam wciąż "się czyta", a sama twórczość potrafi komuś uprzyjemnić zimowy wieczór, urlop, albo... spowodować, że bardziej polubi swoje imię. Tak było z Łucją Drab, która wysłała do mnie list takiej treści:

Witam!
Mam na imię Łucja. I chyba dlatego też piszę. Może krótkie wyjaśnienie:
Byłam ostatnio w bibliotece (moim ulubionym miejscu w Radomiu) i kiedy podałam pracującej tam pani kartę biblioteczną powiedziała, że czytała ostatnio książkę o pewnej Łucji i bardzo spodobało jej się to imię. Zaintrygowała mnie, ponieważ nigdy dotąd nie spotałam się, aby główną bohaterką książki była dziewczyna o moim imieniu. Czasem ludzie prosili, abym je powtórzyła, bo nigdy go nie słyszeli. Zapytałam o tytuł, ale pani nie pamiętała. Po wyjściu z biblioteki zatrzymałam się, aby poszukać swojej wizytówki, chciałam ją zostawić, aby w razie czego mogła mi ta miła pani wysłać tytuł. Kiedy tak szukałam wybiegła z biblioteki z jakąś zieloną książką. Woła: "Mam... to ta...". Wypożyczyłam i przeczytałam w dwa dni :) I wie Pani co? Jeszcze bardziej polubiłam swoje imię. Poza tym, że bardzo podobała mi się książka i miałam niewymowną nadzieję, że gdzieś jest jej dalsza część, to sprawiła mi Pani nią dużo radości. Dziękuję(...)
 

A to od pani Małgosi, która tej zimy była na kilkudniowym wyjeździe na nartach:

dziki szczaw zimą

10:06, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (3) »
wtorek, 31 sierpnia 2010
niedziela, 29 sierpnia 2010
W jednym z nowych czasopism społeczno-kulturowych, które od wiosny ukazuje się na rynku polskim, ukazała się rozmowa, jaką przeprowadziła ze mną Dominika Piechowicz - moja ulubiona recenzentka :)
Niestety, redakcja nie zamieszcza na swojej stronie internetowej wszystkich publikowanych w piśmie artykułów, dlatego pozwoliłam sobie zeskanować wywiad tutaj:
piątek, 11 czerwca 2010

Jest takie miejsce na Dolnym Śląsku, o którym każdy słyszał, ale być może niewielu miało okazję tam pojechać. A to błąd - od niedawna jestem zupełnie przekonana, że każdy powinien zwiedzić kopalnię złota w Złotym Stoku! Wyprawa w sam raz na jeden dzień, niezależnie od pogody - wszak nawet burza nie przeszkodzi podziemnym spacerom - niedaleko od Wrocławia, ok. półtorej godziny jazdy: kierując się drogą numer 8 na Ząbkowice Śląskie, potem Kamieniec Ząbkowicki i już jesteśmy na miejscu.

Bilety zarezerwowaliśmy wcześniej - istnieje możliwość zrobić to telefonicznie lub przez Internet. Jest szansa dostać się do kopalni „z marszu”, ale wówczas trzeba się liczyć z oczekiwaniem. Choć przy ładnej pogodzie to naprawdę nie jest problem.

Muszę przyznać, że po przyjeździe byłam zaskoczona - przy poprzedniej wizycie, kilka lat temu, okolice kopalni były pustawe, stał jeden kram z pierścionkami z „prawdziwego złota” i zabytkowa ciuchcia, a teraz okolica jest kolorowa i zachęcająca, nęci dzieci do zabawy, rodziców do niecierpliwego oczekiwania na wejście.
Jedyne, co może wzbudzać dreszcz, to stojący przed wejściem „dupochlastacz” - przyrząd do karania chciwych górników w postaci dybów i specjalnego urządzenia do bicia po... pośladkach.
Kupiliśmy zatem bilety - pakiet: zwiedzanie plus atrakcje - założyliśmy ciepłe i nieprzemakalne kurtki (w kopalni stała temperatura to +7°C) i jazda pod ziemię!

sobota, 22 maja 2010

Człowiek nigdy nie wie, co znajdzie w Internecie. Buszując sobie tu i ówdzie, natknęłam się na reportaż eksperymentalny autorstwa reporterki radiowej Ewy Szuszkiewicz, o tym jak literatura piękna rozwija osobowość i wyobraźnię małego dziecka, jak je wzbogaca. Jeśli dodać, że miałam przyjemność być bohaterką reportażu emitowanego mniej więcej rok temu, która sama dotąd nie miała okazji wysłuchać go w wersji ostatecznej (we Wrocławiu nie odbieram tej stacji), można tylko przypuszczać, jak się ucieszyłam i z jaką przyjemnością wysłuchałam Audycji Polskiego Radia PIK wzbogaconej o rozmówki z młodymi krewniakami p. Szuszkiewicz i piosenki z bajki Lata ptaszek z Bajek-Grajek. Jeśli ktoś również ma na to ochotę, to zapraszam na kwadrans przy Bajkowej 1.

13:55, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (2) »
środa, 19 maja 2010
Lucyna Olejniczak 21 maja we wrocławskim Traffic Club w Arkadach, miało się odbyć spotkanie z nowohucką autorką Lucyną Olejniczak, promującą swą najnowszą powieść "Dagerotyp. Tajemnica Chopina".
Niestety - wysoka woda pokrzyżowała czarowne plany, choć wiele osób ostrzyło już sobie ząbki na tę przemiłą ucztę - z zazdrością czytałam o innych spotkaniach Lucyny w różnych miejscach Polski.
Ale cóż, maj mamy taki bardziej paskudny, wcale, ale to wcale niewiosenny, nie pozwalający nam się sobą cieszyć. Wyczekiwana autorka przyjedzie w innym terminie, a tymczasem, niejako na osłodę, zapraszam do przeczytania wywiadu, który miałam przyjemność z nią przeprowadzić:
wtorek, 13 kwietnia 2010

Tak mi się jakoś znienacka ten film przypomniał. Oglądaliście? Polecam raczej dla starszaków, bo choć to film animowany, ale, oczywiście, nie należy dać się zwieść rysunkom, które są nie tylko dla dzieci, a czasami są nawet zupełnie nie dla nich.

wtorek, 16 lutego 2010

Odkąd mój niespełna sześcioletni syn oświadczył:

 

- Mamo, a kiedy już będziesz stara i będziesz pisała byle jak, to ja będę za ciebie pisał bajki!

 

Zaczął się wprawiać. Najpierw próbka pisania z pamięci:

 

Idzi grześ        pses   wieś               worek     piasku               nieśe     a      psez     dziurke    piasek       ćurkiem       sypie    sie   za     gżeśem     piasku    mniei      nośić  lżei  ćeszy  sie   guptasek  do   domu  wrućił  worek  zrzućił  ale   gdzie         ten     piasek      wraca          grześ      psez    wieś   zbiera     piasku      źarnka    pomaluszku    powoluszku   asz   wur  był    gruby  i      tak  dalei    i      tak      dalei

 

Potem coś krótkiego, że o Zębowej Wróżce - tłumaczyć nie trzeba:

 

Była ras  iedna  zośa   ktura   była    pienkna      i         dobra    ras    jej    wypadł   ząb    był    ząb   pod   poduszką

 

i wreszcie konkretna twórczość własna, inspirowana zarówno świeżo ukończoną książką mamusi jak i wierszem "Budzik" Agnieszki Frączek, oraz wielką miłością do kości i wnętrzności:

 

Był  sobje  latajoncy   wjelbłont    ktury   latał   jak   samolot   ale    ras  on  nie  polećał  bo    jego   moc    znikła   w    nocy poszedł   szukać  sfojej  mocy  szukał  w  leśe  odnalazł   za  dżewem   

                                        Zjadanie  mocy                           

Zjadł  moc  i  powjedział   abra  kadabra    i    zrobiła  sie

Zima   brrrrrrrrrr  abra  kadabra  i  znuf  lato   o  

Lato powjedział  jakis  mużyn  a  po   chfili    bes  pszyczyny

Zadzwonił  budzik

 

                                  Wjelbłont  w  szpitalu

Ras   wjelbłontowi  penkła  czaszka  wjenc  pszyjechała

Karetka  i  było  ijo  ijo  oj  wjelbłont  idzie  do

Szpitala

W   szpitalu   było   ponuro    

  Bolała  go  głowa

                              Operacja  zawołał  doktor

  Pszszli  lekaże  operacje  zrobili

                                        Powrut

Jechali  w  czaśe  jazdy  pekła  opona

                                    koniec

22:06, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 stycznia 2010
Piernikowa chata - logo Gdy masz marzenia
Nie chciej się zmieniać,
Zawsze wiedz, którą iść z dróg,
Bo magia marzeń
Wnet Ci pokaże,
Jak Baśni przekroczyć próg.
*

Festiwal Bajkopisarzy „Piernikowa Chata” na stałe wpisał się już w kalendarz imprez Światowida. Festiwal ten to zarówno konkurs jak i warsztaty literackie dla dzieci. Konkurs jest nie lada wyzwaniem! Nie tylko trzeba ciekawie napisać baśń na jeden z trzech podanych w regulaminie tematów, ale także - jeśli baśń spodoba się jury i kandydat na bajkopisarza znajdzie się w dziesiątce laureatów – trzeba sprostać kolejnemu zadaniu. Z racji, że piękne bajki warte są szansy, by ożyć - być opowiedziane publiczności – w drugim etapie konkursu bajkopisarz zamienia się w bajarza i dzieli się swoją opowieścią z innymi dziećmi (kolegami i koleżankami z klas wszystkich bajkopisarzy – laureatów) podczas uroczystej Gali w naszym Ośrodku.
niedziela, 10 stycznia 2010
Zaproszenie na matematyczne warsztaty dla przedszkolaków Wydawca czasopisma dla młodzieży Świat Matematyki i Księgarnia Pociąg do Bajeczki zapraszają na ŚWIAT MATEMATYKI PRZEDSZKOLAKA - zajęcia dla dzieci w wieku 5 - 7 lat, podczas których będziemy bawić się:
* liczeniem,
* mierzeniem
* i geometrią dla najmłodszych
.

Bezpłatne spotkanie odbędzie się w sobotę, 16 stycznia o godz. 11.00 w księgarni „Pociąg do bajeczki” przy ul. Monte Cassino 58 we Wrocławiu.

Więcej informacji na stronach ŚwiatMatematyki.pl i PociągDoBajeczki.pl.

wtorek, 19 maja 2009
Oj, ciągną się za mną stare wpisy... Oj, ciągną... Połowa maja, a mnie się zimowe Szanty we Wrocławiu przypomniały z 28 lutego. Szanty wyjątkowe, bo koncert, na który się wybrałam, był okazją do świętowania 70 urodzin Jurka Porębskiego. A Jurka, jak wszyscy wiedzą, kocham.
niedziela, 22 lutego 2009

Wielką niespodzianką i prawdziwą radością jest dla mnie nagroda Kreativ Blogger, otrzymana od Małych i większych form

nagroda Kreativ Blogger

To wyróżnienie pozwala mi teraz nominować siedem kolejnych blogów, które serdecznie polecam:

Mały pokój z książkami – za to, że moja „blogada” na tym blogu się całkowicie dezaktywuje.

Mały rycerz – za Wiarę, Miłość i Nadzieję.

Drugi raz od zera – za możliwość wejrzenia do środka Pisarki, szczególnie za wpis „na wysokim c”.

Wrocław z wyboru – z miłości. Do Wrocławia.

Pi razy Żaba – za poczucie bezpieczeństwa.

Migavvki – za zdejmowanie i umiejętność skłaniania modeli.

Wyszło szydło z wora i zrobiło stwora – za kamuflaż Rudolfa i scenki pośród maleńkich mebelków.

Zasady przyznawania wyróżnienia Kreativ Blogger:
Po otrzymaniu nagrody na swoim blogu umieszczamy logo Kreativ Blogger oraz informujemy, kto przyznał wyróżnienie. Nominujemy 7 blogów lub więcej do nagrody i podajemy link do każdego z nich. Informujemy wyróżnionego o nominacji w komentarzach na jego blogu.

14:08, agnieszka_gil , Inne
Link Komentarze (4) »
środa, 11 lutego 2009
To, że grudzień jest najkrótszym miesiącem roku, ustaliliśmy już, tak? Dlatego bez większych wyrzutów sumienia wracam do grudniowych wydarzeń jeszcze w lutym... A wszystko przez moje - jak dotąd wirtualnie - znajome Elfy z Tarnowskich Gór, które przed świętami Bożego Narodzenia wprost ZARZUCIŁY mnie przepięknymi obrazkami - ilustracjami do zimowych bajek. Pewnego razu zawitał do mnie posłaniec, niosący w ogromnej tubie około sześćdziesiąt rysunków!
piątek, 12 grudnia 2008
Zanim zaczęto spożywać pierniczki dla przyjemności, początkowo używane były w medycynie jako środek pobudzający trawienie, a także jako suchary – ze względu na ich trwałość, spowodowaną właściwościami miodu. Używano ich też jako zakąskę do wódki – szczególnie ze względu na ostry smak. Ten smak, pikantny i konkretny, pierniki zawdzięczają przyprawom korzennym, którymi pachnie niemal w każdym domu przed świętami – imbir, cynamon, goździki i pieprz, stąd też ich nazwa: pierny – po staropolsku pieprzny.
 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31